Złota dekada Barcy pod lupą Orłowskiego

Barca. Złota dekada

8.1

Złota dekada Barcy pod lupą Orłowskiego

Złota dekada Barcy pod lupą Orłowskiego
Okładka

Okładka

Polski rynek literatury sportowej chłonął sukcesy FC Barcelony w ostatnich latach niczym świeża gąbka. Od 2013 roku, publikacji w mniejszym bądź większym stopniu poświęconych hiszpańskiej ekipie pojawiło się ponad 20, z czego jedna z nich – „Barca. Życie, pasja, ludzie” – zajęła trzecie miejsce w naszym Plebiscycie w roku 2014.

Nowoczesna historia katalońskiego zespołu, bo za taką uznać można ostatnią dekadę w jego wykonaniu, to pasmo sukcesów pozwalających na postawienie tezy, iż jesteśmy świadkami epoki najbardziej utytułowanego klubu piłkarskiego XXI wieku. 31 sierpnia 2016 roku, za sprawą wydawnictwa Sine Qua NonLeszka Orłowskiego, czytelnicy otrzymali swego rodzaju podsumowanie tych dziesięciu ostatnich lat. „Barca. Złota dekada” napisana przez komentatora telewizyjnego i dziennikarza to 336 stron podróży po kulisach Camp Nou.

Już w przedmowie pada ważne i celne stwierdzenie, choć nie jest autorstwa Orłowskiego. „Każda książka o FC Barcelonie jest jednocześnie książką o Realu Madryt”. Niewątpliwie, opracowania na temat Barcy zawsze zawierają konfrontację z trofeami wkładanymi w tym czasie do gabloty na Santiago Bernabeu. Epickie bitwy w ramach Gran Derbi na wszelkich frontach to materiał do kolejnych publikacji, który pisze się sam.

Przede wszystkim, widać, że to książka polskiego autora. Ciężko byłoby uzyskać tak kwieciste i rozbudowane opisy w jakimkolwiek tłumaczeniu. Leszek Orłowski używa wyszukanych porównań i urozmaica kolejne zdania. Czy to przerost formy nad treścią? Zdecydowanie nie. Takie tytuły chcemy właśnie czytać, bo jaka przyjemność widzieć w co drugim akapicie identycznie sklejone zdania?

Dziennikarz bardzo często cytuje autobiografię Xaviego – zdecydowanie częściej, niż inne publikacje wskazane w bibliografii. Czy to źle, czy dobrze – ciężko powiedzieć. Czasem po prostu ma się wrażenie, że pozycja ta jest nadużywana.

Kwintesencją nowożytnej Barcelony jest postać Pepa Guardioli. „Złota dekada” podzielona jest zatem na trzy główne sekcje (przed Pepem, Pep i po Pepie), a rozdziałów jest dokładnie tyle, ile autor omawia sezonów. Naturalnie, znalazło się tutaj miejsce dla tej historii bardziej odległej, dzięki czemu poznajemy fundament stylu, jaki przetransferowano do Hiszpanii wraz z holenderską myślą szkoleniową zmarłego niedawno Johana Cruyffa.

Wraz z kolejnymi stronami, czytelnik przypomina sobie głównych bohaterów nie tak odległych przecież pierwszych sukcesów klubu w ostatnich latach. Znalazło się tutaj miejsce dla lokomotywy Barcy Franka Rijkaarda – Ronaldinho, jest też obszerny opis narodzin i rozbłysku gwiazdy Leo Messiego. Dziesięć minionych lat to jednak nie tylko piłkarze. To również interesujące sprawy administracyjne, jak ostateczna sprzedaż historycznej pustki na koszulkach, czym zaprzedano wieloletnią tradycję. Całość historii zmierza powoli do relacji trenerów z zawodnikami, którzy uzależnieni są od siebie i swoich decyzji. Gdzie bowiem byłby Guardiola, gdyby Andres Iniesta nie strzelił bramki Chelsea w 93. minucie meczu Ligi Mistrzów, nie wie nikt.

Pep – wbrew powszechnej opinii – nie jest trenerem nieskazitelnym. Zdarzały mu się zarówno pomyłki transferowe (Dmytro Czyhrynski), taktyczne (szereg przegranych meczów), czy mentalne (sytuacja Zlatana Ibrahimovicia). Kwestia szwedzkiego napastnika jest w ogóle ciekawym tematem, zwłaszcza po lekturze jego biografii – „Ja, Ibra„. Nie jest prawdą, że szkoleniowiec poświęcił go dla dobra Barcelony ot tak, z własnego widzimisię. Autor stawia tezę, iż to Messi, który rozpoczynał szturm na pozycję Boga futbolu nie chciał oddawać swoich boiskowych ról, wywierając presję, by zmienić styl gry na taki, do którego nie pasował Zlatan. Nauka, jaką wyciągnięto z tej sytuacji, pozwoliła nie popełniać później tego samego błędu z Neymarem i Luisem Suarezem, a w nawiązanie przyjaźni pomiędzy trzema zawodnikami zaangażował się sam klub.

„(…) sezon 2009/2010 z pewnością wiele go nauczył w kwestii zarządzania szatnią. Przede wszystkim tego, że trener czasami musi być – nazwijmy rzecz po imieniu – zwykłym, bezwzględnym sukinsynem.”

Rozdziały „po Pepie” to historia krótkiej przygody Taty Martino, opis bezkrólewia, jakie nastało w sztabie szkoleniowym na skutek choroby Tito Vilanovy, czy ostatecznie – przyjście Luisa Enrique. Jednym z ciekawszych poruszanych tematów jest w tej części bunt piłkarzy z sezonu 2014/2015, spowodowany bardzo ciasnym pasem, jaki założył im obecny trener. Na koniec książki znaleźć można przegląd wszystkich taktyk, stosowanych na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat.

„W 2001 roku paragwajski biznesmen Horacio Cartes przejął kontrolę nad jednym z najbardziej znanych tamtejszych klubów piłkarskich: Libertad Asuncion. To trzecia siła paragwajskiego futbolu, po stołecznej Olimpii i Cerro Porteno. Cartes postanowił rzucić wyzwanie obu rywalom i podjął rozmaite działania na wielu polach. Jednym z nich było znalezienie sponsora z branży odzieżowej. Dosyć długo musiał zabiegać o kontakt z Rosellem, którego chciał nakłonić, by Nike włączyło Libertad do swej stajni. Negocjacje nie były łatwe. W końcu przekonał Rosella następującą propozycją: jeśli jego klub niczego nie wygra przez dwa lata, zapłaci za cały sprzęt, jaki dostarczy mu w tym czasie Nike. Triumfy zaś zapewnić miał początkujący argentyński trener, pochodzący z Rosario Gerardo Martino.”

Reasumując, „Barca. Złota dekada” to kopalnia wiedzy o teraźniejszej historii katalońskiego zespołu, z której dowiedzieć się można wielu interesujących informacji na temat rzeczy znanych powszechnie, jak i tych, które omijały opinię publiczną. Książka pisana „na odległość”, ale oparta na materiałach prasowych i sporej wiedzy autora okazała się bardzo dobrą publikacją. Po prostu.

Ocena - warto

Krzysztof Baranowski

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.