Mentalność Mamby w obiektywie

Kobe Bryant. Mentalność Mamby

Mentalność Mamby w obiektywie

Krzysiek Baranowski

 

NBA Live. Play Station 3. Los Angeles Lakers. To był mój stały wybór podczas gry na popularnej konsoli. Dlaczego akurat wirtualny świat przyciągał mnie na parkiet w Staples Center? Bo biegał po nim Kobe Bryant.

Dlatego też zapowiedź „Mentalności Mamby” mnie tak zaintrygowała. Bo nie jest to biografia – w ścisłym tego słowa znaczeniu. Z drugiej strony, nie jest to również publikacja wyłącznie dla fanów koszykówki i samego Bryanta. Czymże zatem jest ta książka?

Gdybym miał jakoś sklasyfikować „The Mamba Mentality” położyłbym ją na jednej półce z albumami. Ale nawet do tego gatunku literatury sportowej książka koszykarza wniosłaby wiele, bo wewnątrz znajdziemy mnóstwo wysokiej jakości zdjęć wykonanych przez Andrew Bernsteina – fotografa, który towarzyszył amerykańskiemu sportowcowi przez całą jego karierę.

Całość graficznego majstersztyku, bo tak należy nazwać oprawę książki, oplatają krótkie teksty. Teksty, które mają wyjaśnić obrośnietą legendą tytułową mentalność Mamby. Bo to nie jest publikacja do czytania, jako takiego. To bardziej poradnik motawacyjny, który ma udowodnić czytelnikowi, że nie wzrost, siła fizyczna, dobre geny sprawiły, że Bryant dotarł na szczyt. Zaprowadziła go tam ciężka praca. Jak ta, gdy udowadnia, że sen jest dla słabych. „Wstawałem rano, by pójść na trening, zanim moje dzieci wstaną, a gdy się budziły, mogłem być przy nich. Dzięki temu, jak zasypiały, mogłem iść w nocy na trening”. Tak mniej więcej wyglądał dzień profesjonalnego sportowca.

Oczywiście brzmi to na pierwszy rzut oka jak coachingowe bzdury, ale prawda o sukcesie często bywa bardzo prosta. Wbrew naszej polityce socjalnej opłaca się pracować i Kobe jest tego najlepszym przykładem.

Nie będę się o tej książce zbytnio rozpisywał, bo słowa nie oddadzą jej wartości. Wielokrotnie chwaliłem grafików z Sine Qua Non za świetne koncepcje i ciekawe realizacje. Tak też jest tym razem. Zostawiam po prostu w ramach podsumowania kilka zdjęć ze środka. Zobaczycie wówczas sami, o czym mowa.