Wolność Kurtyki

Kurtyka. Sztuka wolności

Patronat
8.6

Wolność Kurtyki

Zapowiedź książki Bernadette McDonald

Wolność Kurtyki

Okładka

1 lutego, a nie jak pierwotnie planowano 31 stycznia, swoją premierę w Polsce będzie mieć książka Bernadette McDonald, której głównym bohaterem jest Wojtek Kurtyka.  To pierwsza biografia tego himalaisty – jednego z najbardziej zagadkowych, laureata Złotego Czekana za całokształt dokonań wspinaczkowych, którego przejście Świetlistej Ściany Gasherbruma IV zostało uznane za jedno z najważniejszych dokonań XX wieku w Himalajach.

Gdy Kukuczka i Messner rywalizowali, który z nich pierwszy zdobędzie wszystkie ośmiotysięczniki, a inne ekipy wyprawiały się w Himalaje, by zdobywać kolejne szczyty, Wojtek Kurtyka wspinał się po swojemu. Bardziej niż cel interesowała go droga. Bardziej niż osiągnięcia – ich styl. Porażka na trudnej, dziewiczej ścianie znaczyła dla niego więcej niż sukces na zatłoczonej i zaporęczowanej drodze.

Kurtyka miał na to swoje określenia: wspinać się bez smyczy. Wspinać się nocą i nago. A kiedy wspinaczka w stylu alpejskim w górach wysokich stała się normą, on przeszedł do realizacji wejść jednodniowych i zdobywał po dwa ośmiotysięczniki podczas jednej wyprawy. Wszystko po to, by pozostać wiernym swojej wizji.

Książka ma około 350 stron, które podzielono na 16 rozdziałów. Wewnątrz, prócz tekstu, znaleźć będzie można m.in. chronologiczny spis najważniejszych wspinaczek Kurtyki.

Jeśli chodzi zaś o Bernadette McDonald, dotychczas na polskim rynku literatury sportowej pojawiały się już publikacje tej autorki – m.in. „Alpejscy wojownicy„.

Fragment książki:

Przybycie do Afganistanu było jak cofnięcie się w czasie do średniowiecza. Gliniane ściany i klepiska pokryte najbardziej kunsztownymi dywanami o misternych wzorach i bogatej kolorystyce. Restauracje z jedynie dwiema pozycjami w menu – pilawem i kebabem, zawsze przygotowanymi z baraniny. Słodkawy zapach haszu na każdym rogu. Afgańskie wioski omiatało jakby starożytne tchnienie, były pozbawione ostrych krawędzi, które stępił czas, smutne i spłowiałe. Ludzie także wyglądali na starszych niż w rzeczywistości, wyschnięci i zwiędli od słońca, wiatru i kurzu. Pustynni ludzie spaleni na kolor gliny. „To było najbardziej egzotyczne miejsce, jakie widziałem w życiu”, powiedział Wojtek. Był rok 1972, a dwudziestopięcioletni Wojtek przyjechał tu wraz z grupą dziesięciu krakowskich wspinaczy pod kierownictwem Ryszarda Kozioła. Inżynier elektrotechnik, który przez kilka lat był szefem Wojtka na AGH, zrobił później znaczącą karierę jako profesor tej uczelni i autor wielu publikacji, a tymczasem był kierownikiem wyprawy na wyniosłe szczyty Hindukuszu. Nie był w tym osamotniony. Wśród czołowych polskich wspinaczy biwakowanie było tak popularne, że zaczęli nawet konkurować, by sprawdzić, kto da z siebie najwięcej. Pojawiły się zasady zaliczania biwaków: nie liczyły się biwaki w namiotach; za użycie płachty biwakowej odejmowano jeden punkt; najwyżej ceniono biwaki z nogami wetkniętymi po prostu do własnego plecaka. Ostatecznym zwycięzcą „biwakowego konkursu” był Andrzej Heinrich, znany himalajski twardziel, który chlubił się setkami biwaków. Zimowa wspinaczka w Tatrach była w Polsce najbardziej szanowaną formą alpinizmu; wymagała lepszego przygotowania fizycznego i większej siły mentalnej niż wejścia letnie. Zimą, z dostępnym wówczas sprzętem, ściganie się na tych wymagających ścianach nie było możliwe, a ponadto po co się spieszyć? Wojtek wysoko cenił sobie to wątłe poczucie bezpieczeństwa, to wrażenie przygody i eksploracji pionowego świata oraz swoich własnych ograniczeń. I choć nie był królem biwaków, przechowywał w sobie jak skarb zimowe noce spędzone w przepaścistych, czarnych tatrzańskich ścianach.

Było to pierwsze zetknięcie się Wojtka z górami wysokimi. Jego umiejętności wspinaczkowe były niezwykłe, ale doświadczenia nabywał dotąd w dużo niższych Tatrach i Alpach.