To byłby dobry Hollywoodzki film…

Artur Hajzer. Droga Słonia

Polecane
9.1

To byłby dobry Hollywoodzki film…

Był 7 lipca, gdy Artur Hajzer wraz z Marcinem Kaczkanem wyruszyli spod trzeciego obozu na Gaszerbrumie I, aby tego samego dnia zdobyć szczyt. Niesprzyjająca pogoda zmusiła ich jednak do powrotu. Schodząc kuluarem japońskim, Hajzer odpadł ze ściany…

Gdyby żył, miałby teraz 56 lat. Bartek Dobroch – dziennikarz znany m.in. z ciepło przyjętej książki „Broad Peak. Niebo i piekło„, która niedawno doczekała się reedycji – napisał pierwszą biografię tego himalaisty, której wydaniem zajęło się Wydawnictwo Znak. Autor wyruszył śladem „Słonia” do Katmandu i doliny Rolwaling w Nepalu, a sama publikacja powstała dzięki wielogodzinnym rozmowom z jego rodziną i przyjaciółmi, partnerami wspinaczkowymi i biznesowymi, podopiecznymi i krytykami programu Polski Himalaizm Zimowy, sławami himalaizmu i wspierającymi ich Szerpami.

25 maja w krakowskiej kawiarni Bona na ul. Kanoniczej Dobroch spotkał się z czytelnikami, aby opowiedzieć o kulisach powstawania tego tytułu. Dyskusję poprowadził  Łukasz Wojtusik znany z radia TOK FM i trzeba przyznać, że choć – jak sam przyznał – nie znał się szczególnie na środowisku, w którym obraca się autor książki, to trochę laickie podejście nadało spotkaniu kolorytu i sprawiło, że nawet osoby, które nie są wprowadzone w tematykę górską mogły poczuć magię tej konwersacji. Nie było tutaj branżowych określeń, czy przedstawiania niezbyt powszechnych faktów. Był to zaś kameralny wieczorek, podczas którego można było poznać postać nieżyjącego już himalaisty od strony jego biografa.

– W Polsce niestety pokutuje to powiedzenie, że o zmarłych tylko dobrze, albo wcale, co jest wielką szkodą i bardzo utrudnia pracę biografom. O zmarłych powinno się mówić po prostu prawdziwie. To był problem niektórych osób, że unikali lub chcieli uniknąć mówienia o Arturze, bo wiedzieli, że musieliby użyć kilku gorzkich słów. – stwierdził Dobroch, przytaczając od razu słowa wdowy po Hajzerze – Izy. – Mam nadzieję, że nie napiszesz mi tutaj laurki.

– Chciałem stworzyć biografię człowieka z krwi i kości. Teraz w kraju mamy czas budowania pomników i stawiania ich na cokołach. Próbowałem tego uniknąć.

Kontynuując dalej wątek osób, których nie udało namówić się na rozmowę o Hajzerze warto przystanąć przy Wojtku Kurtyce, którego biografia ukazała się w tym roku na naszym rynku (Bernadette McDonald, „Kurtyka. Sztuka Wolności„, Wydawnictwo Agora).

– [On] ani Artura specjalnie nie doceniał i był krytyczny też w stosunku do Jerzego Kukuczki. Ma w sobie coś takiego, że jest rodzajem „angielskiego dżentelmena” i w rozmowie off the record potrafi powiedzieć wiele, natomiast trudno jest go przekonać na rozmowę do biografii. Nawet gdyby ona się odbyła, to proces autoryzacji z Wojtkiem byłby wielką przygodą…

Kluczową postacią w kontekście zrozumienia postępowania Hajzera jest jego ojciec. Dlaczego?

– Przed przystąpieniem do pisania biografii w zasadzie nic o nim nie wiedziałem. Okazał się bardzo znanym muzykiem, zwłaszcza w zachodniej Polsce, gdzie uznawany był za jednego z najwybitniejszych nauczycieli gry na skrzypcach w swojej epoce a niektórzy twierdzą, że w całym XX wieku. Mnie zawsze dziwiło, że ani w biogramach dotyczących ojca, ani biogramach Artura ich sylwetki nie są powiązane. Wczesny rozwód rodziców spowodował ich głębokie rozminięcie, przez co dotychczasowi biografowie pomijali ten temat. Nawet w Wikipedii przy haśle „Artur Hajzer” nie było wzmianki o znanym ojcu, co wydawało mi się szalenie ciekawe.

– Gdyby Hajzer był Amerykaninem, dawno temu powstałby o nim ciekawy film. – stwierdził Dobroch. Obecnie mamy zaś do dyspozycji ciekawą – jak mniemam – książkę.

A ta prezentuje się znakomicie – twarda oprawa i ładne wydanie zachęcają do sięgnięcia po nią z półki. Kiedy posłuchałem dodatkowo autora, nie mogę się doczekać rozpoczęcia lektury. Do zobaczenia na „Drodze Słonia”.

Krzysztof Baranowski
Skomentuj: