Witaj pomiędzy kibolami

Między kibolami

Witaj pomiędzy kibolami

Krzysiek Baranowski

Psychologiczne mechanizmy obronne spychają nas w iluzję świata. Im bardziej czemuś zaprzeczamy, tym bardziej odrzucamy rzeczywistość. Bill Buford, amerykański dziennikarz mieszkający pod koniec ubiegłego wieku w Wielkiej Brytanii wystarczająco długo słuchał wyrzeczeń stadionowych chuliganów, że ci ów chuliganami nie są. Ich ofiary powiedziałaby co innego. Dlatego też wspomniany pismak zdecydował się na postawienie jednego kroku więcej, niż jego poprzednicy. I – trzymając się książkowej narracji – nie posrał się.

„Among the thugs”, książka, która w Polsce pojawi się pod tytułem „Między kibolami”, swoją premierę w oryginale miała w 1990 roku, a więc ponad trzy dekady temu. To jednak pozycja z serii tych, które z wiekiem nie tracą na aktualności, wciąż wciągając czytelnika. Dlaczego, odpowiem za chwilę.

Sam główny bohater, bowiem to Buford jest narratorem tego reportażu, zainteresował się środowiskiem kibiców, gdy w 1982 roku wsiadł do pociągu w Cardiff, który okazał się być zajęty przez fanów futbolu jadących na mecz. Ich zachowanie i reakcje najpierw zszokowały, a później zaintrygowały go na tyle, że śledząc ich zaczął z nimi rozmawiać, później się z nimi zaprzyjaźniać, by na końcu wkroczyć w serca zamieszek, by jak najpełniej opisać ich naturę światu.

Embed from Getty Images

Buford nie miał wówczas wykształcenia socjologicznego, więc jego obserwacje mają charakter laicki, jednak są na tyle trafne, że doskonale diagnozowały potrzeby tamtego społeczeństwa. Choć napotkani przez niego kibole mówili dużo i chętnie, zagłębiając się w treść tego, co artykułowali można odnieść wrażenie, że tak naprawdę nie mieli do powiedzenia nic ciekawego. Ich ekspresja była sposobem na manifestację światu swojej indywidualności. Rzesze drobnych, nic nie znaczących, niewykształconych chłopaków na trybunach i ulicach, siejąc spustoszenie, w końcu stawali się kimś. Z drugiej strony wielu napotkanych przez autora chuliganów należało do klasy średniej – mieli własne biznesy lub przyzwoitą pracę na etacie, a w dniach meczowych lubili już tylko podłego lagera, królową, swój zespół i samych siebie. Ich błyskawiczna metamorfoza, zależna od dnia tygodnia była dla Buforda intrygująca.

„Między kibolami” to doskonały przykład książki sportowej, która książką sportową jest tylko w związku z przypisaniem jej do tego segmentu literatury. „Among the thugs” jest bowiem głównie opowieścią o sile tłumu, co zresztą sam narrator wielokrotnie nam przedstawia, cytując Freuda, Gustawa Le Bona, Platona czy Edmunda Burke`a. To tłum jest wytłumaczeniem siły, jaką stanowili ówcześni chuligani. W pewnym sensie Buford nadaje tej intensywności i gwałtowności filozoficzny sens, jakby chciał sam sobie wytłumaczyć, po co znalazł się w tym oku cyklonu.

Zawsze zakładałem, że impreza sportowa to opłacona rozrywka, coś jak wieczór w kinie, że to pewna wymiana; oddajesz część swoich zarobków, a w zamian otrzymujesz chwilę przyjemności, czemu często towarzyszą różne rzeczy – przyzwoite jedzenie, działające toalety, możliwa do opanowania publika, miejsce do parkowania – które prowadzą ku temu, by zachęcić cię do powrotu za tydzień. Myślałem, że tak to wygląda. Jaka zasada rządziła brytyjską imprezą sportową? W zamian za kilka funtów dostawało się godzinę i czterdzieści pięć minut, w trakcie których było się wystawionym na najgorszą możliwą pogodę w towarzystwie największej liczby widzów stłoczonych w najmniejszej możliwej przestrzeni i z jak największą liczbą przeszkód, które miały cię powstrzymać przed kolejną wizytą na meczu – zawodny transport, brak parkingu, niezwykle niebezpieczny ścisk, syfiasta stojąca kałuża moczu.

Choć książka ta ma naturę reportażu, do końca nie można jej tak traktować. Za dużo tutaj fikcji, bowiem Buford wsiąkając powoli w klimat i atmosferę brytyjskich pubów zaczyna – w pewien sposób – swoje obserwacje podawać w sposób subiektywny. Nie może być inaczej – siedział przy jednym stole z ludźmi, dzięki którym ta książka powstała, pił z nimi, palił ich papierosy, ściekał mu po koszuli tłuszcz z tych samych zjedzonych kurczaków. Poza tym, jak sam trafnie zauważył, tłum jest w każdym z nas. W każdej chwili może on wybuchnąć i nas porwać. I to jest w tym wszystkim najbardziej ekscytujące.

Fascynująca, zabawna i przewrotna lektura.