Historia opowiedziana w sposób najlepszy z możliwych

Kama. Historia Kamili Skolimowskiej

Historia opowiedziana w sposób najlepszy z możliwych

Bartłomiej Najtkowski

W książce „Kama” historia Kamili Skolimowskiej została opowiedziana tak, żebyśmy mogli poznać przedwcześnie zmarłą lekkoatletkę od ludzkiej strony.

Miała dystans do siebie, do swojej wagi. Co ciekawe, radziła sobie w wioślarstwie i podnoszeniu ciężarów, ale to w rzucie młotem spełniła się w zawodowym sporcie. Dowiadujemy się, że wsparciem był dla niej ojciec, zaraził pasją do sportu, a zdolna córka kontynuowała rodzinne tradycje sportowe. Swoją drogą książka jest o Kamili Skolimowskiej, owszem, ale na początku lektury możemy też dowiedzieć się trochę o rodzicach, co może być zaskakujące. Autor naprawdę wniknął głęboko w tę rodzinną historię.

Dlaczego nie pasowała do baletu? Aby poznać odpowiedź, trzeba sięgnąć po tę książkę, a to jedna z naprawdę wielu anegdot i dykteryjek, które na ogół są zabawne. Za Skolimowską podążamy od lat dzieciństwa, gdy była pogodną osobą, która chciała dzielić się z innymi radością, starając się rozweselić także tych, którzy byli smutni. Niech zabrzmi to enigmatycznie: czasami wystarczyły kanapki…

Zaletą książki jest, o czym poniekąd już wspomniałem mimochodem, mnogość anegdot, także z dzieciństwa. By nie zdradzać za dużo, a zarazem dowieść, że to prawda, wystarczy napisać, iż młotem można obłaskawić… kanara, a kolegom ze szkoły dać trochę wytchnienia dzięki temu przyrządowi.

W biografii czytamy chociażby o olimpijskim sukcesie w Sydney, osiągniętym w tak młodym wieku. Wyniki z innych zawodów też się pojawiają, ciekawy wątek to determinacja, z jaką Skolimowska podejmowała próby, by nauczyć się oddawać rzuty z czterokrotnym obrotem. Ale niuanse lekkoatletyczne, rezultaty nie są najważniejsze.

Dzięki książce wiemy, że Skolimowska nie samym sportem żyła, była osobą ambitną. A że nie cierpiała nudy, to szukała zajęcia poza arenami zmagań lekkoatletycznych. W przeciwieństwie do niektórych polskich piłkarzy skończyła studia bez oszustwa… Kierunek taki, że musiała mieć umysł ścisły. Nie było taryfy ulgowej!

Związek z policją, chęć funkcjonowania w tym środowisku – to dość ciekawe, trzeba dużo odwagi, by się zdecydować na taki krok. Nie mniej interesujące były jej relacje z Marcinem Rosengartenem. Nie zraziła się do niego, gdy przeprowadzał wywiad w sposób prowokacyjny, impertynencki. Najpierw się poróżnili, a potem… zostali parą. Było to piękne, jednak później dziennikarz przeżył wstrząs, gdy dowiedział się o śmierci Kamy.

Zresztą w książce może podobać się dość sugestywny, autentyczny opis, co uwidacznia się zwłaszcza wtedy, gdy czytamy o tym, co działo się przed śmiercią i o samym zgonie, o okolicznościach tych smutnych wydarzeń. Koniec książki jest inny od całej reszty, ponieważ uzmysławiamy sobie nagle, jak Kama słabła. Od początku czytaliśmy o silnej kobiecie, mało tego, zrazu była to silna dziewczynka, na kolejnych etapach pięcia się w górę sportowej hierarchii wykazywała nie tylko ogromną moc fizyczną, ale też siłę woli. Ale to było ponad jej siły… Zażywanie specjalnej substancji, by dawać jakoś radę, by zapobiec omdleniom, wątek poświęcony możliwościom przeciwdziałania zatorom, namysł, czy było to możliwe i sam pogrzeb – to przejmujące.

Powstaje dysonans, ponieważ tyle się naczytaliśmy tych miłych historii o wesołej, normalnej dziewczynie z pasją, by na koniec zmierzyć się z bolesnym faktem – przedwczesną śmiercią. Czytając książkę, chyba każdy musi zapałać sympatią do Kamy, więc smutek jest tym większy.

Autorzy biografii, Beata Żurek i Tomasz Czoik, wykonali wspaniałą pracę, gdyż potrafili umiejętnie przedstawić różne stany emocjonalne – tu można się zaśmiać, poczuć nostalgię, tęsknotę za dawnymi czasami, można, a właściwie trzeba poczuć empatię i znaleźć chwilę na refleksję.

Atmosferę buduje też szeroki wachlarz zdjęć z różnych etapów życia Kamy. Znowu – niekoniecznie są to fotografie z obiektów sportowych, ze stadionów. Przytoczony na końcu książki dorobek pozwala uświadomić sobie skalę jej talentu i osiągnięć, zarazem jest o tyle przydatny, że książka bynajmniej nie była li tylko opowieścią stricte o sporcie. Wypowiedzi rodziców, partnera, samej Kamy pozwoliły lepiej wniknąć w jej świat, umożliwiając jego dogłębne poznanie. Bardziej dogłębnie chyba się nie dało.

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.