Dziś już nie ma takich kobiet… Halina Krüger-Syrokomska

Bartosz Bolesławski

Tak jak Jerzy Kukuczka już zawsze będzie wymieniany jako najsławniejszy polski himalaista, tak wśród kobiet palmę pierwszeństwa dzierży niepodważalnie Wanda Rutkiewicz. Ale przecież były też inne wspaniałe himalaistki. Historię jednej z nich, Haliny Krüger-Syrokomskiej, opisała niezwykle wnikliwie Anna Kamińska.

Trochę książek o górach już przeczytałem, ale Halina Krüger-Syrokomska nigdy nie była w nich pierwszoplanową postacią. Przy okazji opisów wyprawy na K2 w 1982 r. pojawiały się oczywiście dramatyczne opisy jej nagłej śmierci i nieudanych prób reanimacji, ale jako postać polskiego himalaizmu zawsze była trochę w cieniu. A zdecydowanie warto poznać jej biografię dokładniej.

Historię Haliny Krüger-Syrokomskiej postanowiła zgłębić Anna Kamińska, mająca na swoim koncie biografię Wandy Rutkiewicz, ale także kilka innych bardzo ciekawych książek (np. „Odnalezieni” z 2010 r. czy „Simona” z 2015 r.). Kobieta pisze o kobiecie, przez co mamy w tej opowieści dużo więcej o uczuciach. To wielki atut, bo dzięki temu jest okazja naprawdę dobrze poznać osobowość Haliny Krüger-Syrokomskiej.

„Mam wrażenie, ze taka jest też Pani historia. Piszę „mam wrażenie”, bo nie jest łatwo pisać o kimś, kogo już nie ma, kto został za Niebieską Turnią i komu nie można już zadać żadnych pytań, czy niczego nie można już bezpośrednio potwierdzić, jednak proszę mi wierzyć, starałam się opisać Pani losy – jakby to Pani sama ujęła – „jak cholera”. (s. 434-435)

To fragment z zakończenia książki, Anna Kamińska napisała tam bardzo osobisty list do swojej bohaterki. Jest to dowód na to, że naprawdę niezwykle zaangażowała się w badanie historii Wandy Krüger-Syrokomskiej i włożyła wiele serca w tę pracę.

„Halina. Dziś już nie ma takich kobiet” to klasyczna biografia, napisana w porządku chronologicznym. Na początku znajdziemy sporo informacji o rodzinie głównej bohaterki i jej cudownym ocaleniu podczas bombardowań Warszawy w 1939 r. Kiedyś miałem przyjemność poznać Wiesława Kępińskiego, również cudownie ocalonego, tyle że z „Rzezi Woli”. Powiedział piękne zdanie: „od 1944 r. żyję na kredyt”. Podobne podejście do życia miała Halina Krüger-Syrokomska – we wrześniu 1939 r. straciła obydwoje rodziców, a wszystko, co potem, było darem od Boga/losu, bo właściwie powinna zginąć razem z nimi.

Odchodząc jednak od tej metafizyki, skupić się trzeba na dalszej narracji, bo jest niezwykle ciekawa. Anna Kamińska dokładnie opisuje, w jaki sposób Halina Krzyśko (tak się nazywali jej biologiczni rodzice) stała się ukochaną córką bezdzietnego małżeństwa „belfrów”, rozkochanych bez pamięci w naukach ścisłych. Halina kochała swoich rodziców całym sercem, a oni ją, ale nie miała w sobie ani trochę ich genów – zamiast liczb pasjonowała ją sztuka i literatura, a nad spokojne życie w mieście przedkładała wyprawy górskie i maksymę „carpe diem”.

Anna Kamińska dotarła do wielu źródeł i obficie je cytuje, dlatego mamy pewność, że relacja głównej bohaterki z przybranymi rodzicami nie miała żadnych niedomówień i była pełna miłości. Pisała do nich zawsze ze swoich wypraw, nawet kiedy była już dorosłą kobietą żyjącą na własny rachunek. O ile miłość do rodziców była stała i niezmienna, o tyle miłość do męża Janusza była pełna wzlotów i upadków. Nie ma jednak wątpliwości, że była to miłość, a jednym z najbardziej wzruszających momentów tej książki ten, kiedy Janusza Syrokomskiego powiadomili o śmierci żony:

„Idą do męża Haliny do domu, nie zastają go, siadają więc na ławce i czekają na niego przed blokiem.

Kiedy Janusz pojawia się przed domem, od razu zaczyna się niepokoić. Doskonale wie, że skoro przyszli obaj, wiadomość musi być zła. Otwiera furtkę i zwalnia krok. Podchodzi do nich i pyta:

– Czy stało się najgorsze? – I już po ich spojrzeniach wie, że tak. – Nic mi nie mówcie – zwraca się do nich. Nie chce słuchać o tym, co się zdarzyło, jakby próbując się przed tą wiadomością obronić.” (s. 430)

Jest też relacja z córką Marianną (tutaj miałem mały niedosyt – mogło być więcej córki w opowieści o matce) i znajomymi – zarówno z pracy, jak i z gór. Są bardzo dokładne opisy jej osiągnięć górskich, a także portret charakterologiczny. Mnie najbardziej uderzyło, jak tak wykształcona i oczytana kobieta, córka dystyngowanych nauczycieli, stała się słynna ze swego codziennego języka pełnego przekleństw.

„Przezwisko Tarnawskiego „Hrabia” pochodzi nie od błękitnej krwi, tylko od zachowania w górach. W przeciwieństwie bowiem do niektórych swoich kolegów on po wspinaczce zawsze porządnie mył się w schronisku, golił, czyścił zęby i przebierał w inne ubrania niż te, w których był w ścianie. Kiedyś więc jeden z jego kolegów, widząc jak się szoruje, skwitował: „Hrabia się, kurwa, znalazł”. I Tarnawski już na zawsze został Hrabią.

Tarnawski poznał Halinę właśnie na wyjeździe w Alpy w 1967 roku, na biwaku w Chamonix.

Pierwsze wrażenie? Inteligentna dziewczyna, ale język woźnicy.

– Potrafiła puścić taką wiązankę, że warszawski taksówkarz wypadał przy niej blado – śmieje się.

Te wulgaryzmy specjalnie go nie raziły, bo szybko okazywało się, że Halina to nie jest dziewczyna „tępokrawędzista”, „babochłop” czy „babozwierz taternica”, jak nazywano wspinające się koleżanki.

– Była bystra, inteligentna, mądra – tłumaczy. – I oprócz tego, że się dobrze wspinała technicznie, to jeszcze w czasie wspinaczki można było sobie z nią uciąć pogawędkę.

O czym? O wszystkim. O literaturze, filmie, fotografii, poezji, malarstwie. O fotografiach Jana Bułhaka, filmach Felliniego i muzyce Igora Strawińskiego. O Drodze przez mękę Aleksieja Tołstoja i Nocnym locie Antoine’a Saint-Exupéry’ego, o rzeźbach Władysława Hasiora i malarstwie Witkacego.” (s. 173-176)

Ten fragment wypowiedzi Andrzeja Tarnawskiego świetnie oddaje fenomen Haliny Krüger-Syrokomskiej. Takich wypowiedzi jest bardzo dużo, całość składa się na wielowarstwowy portret wybitnej wspinaczki.

Anna Kamińska nie ucieka również od trudnych tematów. Jest wiele fragmentów o przynależności Haliny do PZPR i tego, jak na to zapatrywali się jej koledzy i koleżanki. Szeroko opisuje aferę, po której została wyrzucona z pracy i przez kilka lat nie mogła wyjeżdżać za granicę. Wreszcie jest też sporo o rzekomym konflikcie między Krüger-Syrokomską a Wandą Rutkiewicz. Porównałbym to trochę do relacji Roberta Lewandowskiego i Jakuba Błaszczykowskiego, kiedy jeszcze obaj byli ważnymi ogniwami reprezentacji Polski. Wiadomo, że prywatnie za sobą nie przepadali, ale dla dobra zespołu potrafili współpracować; tak samo Halina i Wanda – nie lubiły się, miały inne charaktery, ale w górach zazwyczaj współpracowały dobrze. Starcia oczywiście były, ale po szczegóły odsyłam już do książki.

Książka „Halina. Dziś już nie ma takich kobiet” to kapitalna opowieść o wybitnej himalaistce i kobiecie, która zasługiwała na swoją porządną biografię. Bardzo cieszę się, że Anna Kamińska wypełniła tę lukę w historii polskiego himalaizmu. To pierwsza książka tej autorki, którą przeczytałem, ale z pewnością nie ostatnia. Zdecydowanie zachęca ona do sięgnięcia po inne jej publikacje, nie tylko te dotyczące gór.

Na koniec podkreślę jeszcze kapitalne wydanie pod względem graficznym. Tutaj akurat zaskoczenia nie ma, bo publikacje Wydawnictwa Literackiego są według mnie jednymi z najpiękniejszych na rynku. Książka o Halinie Krüger-Syrokomskiej również trzyma w tym względzie bardzo wysoki poziom. Zachęcam gorąco do kupienia tej książki – nie tylko świetnie wygląda na półce, ale również bardzo dobrze się ją czyta.