Basta. Moje życie, moja prawda Recenzja

Basta. Moje życie, moja prawda

Szczerość. Tego przede wszystkim szukamy w autobiografiach czy to sportowców, czy innych ludzi, których podziwiamy. Chcemy wiedzieć, jacy są naprawdę, w co wierzą i z jakimi problemami zmagają się na co dzień, bo są takimi samymi, zwykłymi ludźmi, jak my. Są tylko bardziej rozpoznawalni. Bardzo często książki sportowe nam tego nie dają, jedynie krążąc wokół kontrowersyjnych tematów lub całkowicie je pomijając. Marco van Basten do swojej literackiej spowiedzi się przygotował i zrobił rzetelny rachunek sumienia.

„Basta. Moje życie, moja prawda” zasługuje na swój tytuł, bo to książka prawdziwa. Wspomnienia holenderskiego piłkarza pomógł spisać Edwin Schoon – urodzony w 1970 roku dziennikarz, który na swoim koncie ma m.in. nagrodę za holenderską Sportową Książkę Roku (Nico Scheepmaker Beker), która otrzymał za opowieść o afrykańskim futbolu, spisaną wespół z trenerem Bertem van Marwijkiem. Publikacja, którą stworzył z byłym napastnikiem Milanu dzisiaj zbiera nominacje w ojczyźnie piłkarza do mniej lub bardziej prestiżowych nagród literackich.

Na autobiografię van Bastena musieliśmy czekać długo, bo prawie ćwierć wieku od zakończenia przez niego piłkarskiej kariery. Tym samym ta bardzo dobra książka kolejny raz udowadnia tezę, że biografia piłkarza powinna być spisywana gdy ten nieco przetrawi już swoje życie i będzie w stanie podejść do pewnych spraw z pewną dozą refleksji. Bo tych van Basten w książce ma sporo. „Basta” nie mówi tutaj Schoonowi basta i każdy podejmowany temat wyjaśnia szczegółowo. Nie boi się ciężkich przeżyć i opowieści o nich. Życzyłbym sobie i wam, żeby tego typu tytuły poświęcone polskim sportowcom były tak pisane.

Autorzy zaczynają od mocnego uderzenia, gdzie czytelnik wprowadzony zostaje w rozbudowywany później temat uszkodzonej kostki, która zakończyła karierę Holendra. Zdrowie to jednak nie jedyny mocny strzał głównego bohatera. Były piłkarz szczerze opowiada o swoich relacjach z żoną, w których to on był stroną, która zawiniła. Wraca również pamięcią do dzieciństwa, gdy w wyniku nieprzemyślanej zabawy utopił się jego przyjaciel. To nie jest „cukierkowa” biografia, gdzie życie jest sielanką i w którym wszystko się udaje. Nie da się ukryć, że jest tu sporo bólu i cierpienia.

Po momencie kulminacyjnym, jakim było zakończenie kariery w związku ze źle leczonym urazem, van Basten przechodzi do opowieści o drugiej stronie swojego życia, tej postpiłkarskiej, w której działo się równie wiele ciekawych rzeczy. Nietrafione decyzje finansowe, praca w roli trenera i eksperta, konflikty i uprzedzenia. Z jego życia można będzie nakręcić ciekawy film.

Do recenzji dostałem wersję edytorską, więc nie oceniam jakości tłumaczenia i korekty, bo nie wiem jak to wygląda w wersji finalnej, chociaż doszły mnie słuchy, że kilkanaście błędów można było wyłapać. Mimo to „Basta” jest książką, której nie można skreślić za takie redakcyjne przewinienia. Jest na to zbyt dobra.

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę