8000 metrów nad zimową historią

8000 zimą. Wspinanie się na najwyższe szczyty w najzimniejszej porze roku

8000 metrów nad zimową historią

Krzysiek Baranowski

Nie wiem jak to jest wejść na ośmiotysięcznik, bo zdarzyło mi się „zdobyć” co najwyżej Kasprowy Wierch. Ciężko mi nawet określić, jakie może to być uczucie. To sztuka cierpienia, jak uważa Wojtek Kurtyka? Na pewno. To satysfakcjonujące? Być może. Pewnym jest, że wspinaczka w góach wysokich jest tym, o czym mówią sami himalaiści – wachlarzem bólu, rozpaczy, niepewności i strachu.

O tych uczuciach w pewnym stopniu jest nowa książka Agory – „8000 zimą” – za której stworzenie odpowiada Bernadette McDonald, której poprzednie opowieści, jak biografia Elizabeth Hawley, „Alpejscy wojownicy, czy „Ucieczka na szczyt” zbierały pozytywne recenzje wśród polskiej społeczności czytelniczej (może poza pierwszą z wymienionych).

Opowieść autorki w „8000 zimą” opiera się na 14 rozdziałach, w których omówione są pierwsze zimowe wejścia na ośmiotysięczniki. Małym chichotem losu była polska premiera tej publikacji, gdyż na krótko przed nią padł ostatni z niezdobytych szczytów tego typu, czyli K2.

Siłą rzeczy to książka o Polakach. Polakach, którzy przez lata zamknięcia za żelazną kurtyną zdominowali zimowe zdobywanie ośmiotysięczników gdy ta zaczęła powoli się rozpruwać. Pierwszych siedem zaliczonych szczytów – na Mount Everest, Manaslu, Dhaulagiri, Czo Oju, Kanczendzongę, Annapurnę i Lhotse – padło udziałem naszych rodaków. Ósme, na Sziszapangmę, zapisać można na konto duetu Piotr Morawski – Simone Moro. Polskie ekspedycje kończyły się osiągnieciem wierzchołka także na Gaszerbrumie I i Broad Peaku. To imponująca statystyka, z równie ciekawymi historiami, które wydarzyły się w tle tych sukcesów.

Górskie książki Agory dzielą się na dwie serie – biograficzne oraz te z bardziej ogólnymi historiami związanymi z górami. Ale określać można je również ze względu na charakter opowieści. W opowieściach indywidualnych, poświęconych jednemu bohaterowi, jak w biografii Adama Bieleckiego, Jerzego Kukuczki, Tomka Mackiewicza, czy ostatnio Macieja Berbeki, dominuje bardzo duża dawka emocji. To lektury, w których śmierć jest ważnym wątkiem, zawsze odpowiednio rozbudowanym i wyjaśnionym. W publikacjach bardziej historycznych, jak ta, czy chociażby „Polskie Himalaje”, śmierć jest bardziej statystyczna. Owszem, jest ona tragedią, ale bardziej jednostki, gdy reszta uczestników wyprawy musi skupić się na postawionych sobie celach. Nie ma tutaj miejsca na głębszą analizę danego przypadku, bo nie ma na to czasu. Dzięki takim zabiegom, „8000 zimą” jest bardziej stonowana, a autorka w racjonalny, ale również syntetyczny sposób stara się po krótce nakreślić swój punkt widzenia na dane sytuacje.

Żebyście mnie jednak źle nie zrozumieli – to nie jest książką, którą czyta się jak ulotkę z Providenta. Jest tu wiele tragedii, wzlotów i upadków, sukcesów i porażek, ale w przekazie McDonald są one po prostu faktami. Na niewiele ponad 350 stronach jest do poruszenia tak dużo istotnych wątków, że nie ma czasu na rozpamiętywanie jednego zdarzenia. Mimo to tematy, których dotyka, oddają ludzką stronę wspinaczki. I to jest w tych historiach godne docenienia.

Wydawnictwo Agora od kilku lat popularyzuje górską literaturę, wprowadzając ją niejako do mainstreamu. „8000 zimą” jest ciekawym materiałem dla tych, którzy chcieli poznać historię wyścigu, który w pewien symboliczny sposób zakończył się tej zimy.

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.