Upadek Iversona

Iverson. Życie to nie gra

8.1

Upadek Iversona

Upadek Iversona
Okładka

Okładka

Był „odpowiedzią” na pytanie, jak przebiegnie zmiana pokoleniowa na parkietach NBA. Miał potencjał, by pomimo beztroskiego podejścia do swojej kariery, zdominować rywali na wiele lat. Choć miał status gwiazdy, nigdy nie mówiono o nim, jak o wielkim koszykarzu. Robił z piłką rzeczy świetne, ale równie często zawodził swoich kolegów z drużyny.

31 sierpnia 2016 roku, wydawnictwo Sine Qua Non poszerzyło rynek polskiej literatury sportowej o kolejną pozycję dotyczącą koszykówki. „Iverson. Życie to nie gra” (przekład książki „Not a Game: The Incredible Rise and Unthinkable Fall of Allen Iverson” z 2015 roku) Kenta Babba, to 336 stron opowiadających o wzlocie i upadku jednego z najbardziej charyzmatycznych sportowców USA ostatnich lat.

Kim właściwie jest główny bohater tej opowieści? Allen Iverson (pseudonim „The Answer”) występował na pozycji rzucającego obrońcy lub rozgrywającego. MVP roku 2001, mający za sobą występy dla Philadelphia 76ers, Denver Nuggets, Detroit Pistons i Memphis Grizzlies, wdarł się przebojem do ligi NBA z uniwersytetu Georgetown. 11-krotnie występował w Meczu Gwiazd, dwa razy wybrany został MVP tych pojedynków. Co więc sprawiło, że częściej mówi się o nim, jak o przegranym, niż o zwycięzcy?

Już prolog zapowiada mocną lekturę – Iverson bowiem jest alkoholikiem, który po kilku głębszych zatracał nad sobą kontrolę po czym – nierzadko – bił i poniżał swoją żonę. Idealnie pasowałby do niego ten żart: „Ile musiałbyś w siebie wlać, żeby mieć 0,5 promila? Żeby mieć 0,5 promila to musiałbym nie pić przynajmniej dwa dni!”

„Iverson czuł się jak ryba w wodzie tylko na boisku, podczas zajęć sportowych, i jedynie tutaj uciekał od wszystkich problemów. Czasami spędzał całe noce z kumplami, próbując odzyskać spokój. Jednym z jego mentorów był niejaki Tony Clark, 21-letni ekssportowiec, który przegadywał z Allenem wiele godzin, przekazując młodemu podopiecznemu przeróżne rady i mądrości. Niestety, pewnej nocy pojawiła się dziewczyna Clarka, wbiła mu nóż w szyję, a Iverson na własne oczy zobaczył przyjaciela całego we krwi.”

Jego życiorys jest typowy jak scenariusz filmu o amerykańskim sportowcu wyrywającym się z biedy – miał ciężki charakter, ukształtowany przez wychowanie na ulicy, wspierane przez samotną matkę. Młody Iverson stronił od pracy, wolał porzucać piłką do kosza niż pracować na treningu nad wytrzymałością. Mimo wszystko, bardzo dbał o młodsze siostry, gdy matka zatracała się w narkotykach, przez co zaniedbywał edukację. Szukając swojego miejsca w życiu mógł trafić do NFL, a lokalny poszukiwacz talentów widział go na równi z ówczesnym wschodzącym talentem – Peytonem Manningiem – który stał się później ikoną rozgrywek.

Po jednej z bójek trafił do więzienia, co miało przedwcześnie zakończyć jego karierę i skreśliło z listy wielu uniwersytetów, zainteresowanych jego usługami. Dzięki polityce, lokalny gubernator chcąc poprawić swoje notowania przed wyborami, w krótkim czasie go ułaskawił, umożliwiając powrót do sportu. Iverson już wtedy był obserwowany przez środowisko, mając status przyszłej gwiazdy tej dyscypliny.

Gdy trafił do Filadelfii, szybko zyskał sławę i popularność, przyczyniając się swoją przebojowością i charakterystycznymi wejściami pod kosz do sukcesów lokalnej drużyny. Równie szybko – mimo ogromnych zarobków – został bankrutem. Kreatywna księgowość, jaką stosował wraz żoną, przelewając środki między kontami, miała zapewnić ochronę środków przed wierzycielami. Pomimo zarobionych pieniędzy, wciąż był chłopakiem z getta, który wolał spędzać czas ze swoimi kumplami, płacąc za wszelkie ich zachcianki. Zaniedbywał przez to najbliższą rodzinę. Powiedzieć, że Iverson był fatalnym ojcem, to jak nie powiedzieć nic. Wielokrotnie zostawiał dzieci samopas lub z matką, przez co nie wiedział nawet, do jakiej szkoły uczęszczają i skąd je trzeba odebrać.

„Tawanna zeznała przed sądem, że jej mąż poniżał jednego ze swoich synów. Powiedział mu, że jest słabszy od ojca, bo – choć przecież właśnie tego rzekomo pragnął dla swoich dzieci – dorastał w dużo bardziej komfortowych warunkach. „Nie jesteś prawdziwym czarnuchem – Tawanna wspomina słowa Iversona skierowane do syna. – Jesteś białaskiem, ty bogaty lalusiu”.”

Iverson był bezczelny, przeświadczony o swojej wielkości i nie akceptował przemijania – tego, że nie gra po kilku latach tak dobrze, jak wcześniej. Często zachowywał się jak rozkapryszony nastolatek z bogatego domu, obrażając innych i traktując ich z pogardą. Ciężko jednak nazwać go gburem. Był po prostu dużym dzieckiem, mężczyzną, który nigdy nie dojrzał do dorosłego życia – zarówno z możliwościami, jakie ono oferowało, jak i zagrożeniami.

Cała książka Babba skonstruowana jest przeplatającymi się rozdziałami – teraźniejszość miesza się z przeszłością. Oprócz koszykówki, to obszerna relacja z jego dogadywania (i później jego braku) z żoną. Ostatecznie, narracja zmierza do punktu kulminacyjnego, jakim jest koniec kariery – pełen obaw, niepokoju i braku pewności, jak będzie wyglądać dalsze życie.

„Iverson. Życie to nie gra” to słodko-gorzka podróż po życiu jednego z najlepszych, ale i najbardziej niespełnionych sportowców początku XXI wieku. Kilka literówek nie umniejsza jakości tej pozycji, z którą winni zapoznać się nie tylko fani koszykówki.

Ocena - warto

Krzysztof Baranowski

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.