Skazany na góry Recenzja

Skazany na góry

Patronat
6

Okładka

Nazwisko Denisa Urubko odmieniało się w Polsce w ostatnich miesiącach przez wiele przypadków. W oczach opinii publicznej najpierw był bohaterem, gdy wespół z Adamem Bieleckim ruszył na Nangę Parbat, by uratować Elisabeth Revol, później – nieudacznikiem, gdy odłączył się od narodowej wyprawy na K2 i żądał pieniędzy za udzielanie wywiadów dotyczących tej sytuacji. Teraz, na początku kwietnia urodzony w Niewinnomyssku były żołnierz kazachskiej armii przedstawia nam swój punkt widzenia na górski świat.

Wydawnictwo Agora nie próżnuje i mocno eksploatuje rynek górskiej literatury. Nasze serwery jeszcze nie ochłonęły, gdy wręczając książce „Spod zamarzniętych powiek” wyróżnienie w naszym Plebiscycie, w księgarniach pojawiała się nowa pozycja tego wydawnictwa – biografia Wojtka Kurtyki. Teraz, 4 kwietnia 2018 roku swoją premierę ma reedycja książki „Skazany na góry” Denisa Urubko, która pierwotnie wydana została kilka lat temu przez Wydawnictwo Mountain Quest. Jej nakład był wówczas niewielki, więc można przypuszczać, że trafiła ona wówczas raczej do fanów górskiej wspinaczki i – niestety – chyba dobrze się stało. Dlaczego?

„Skazany na góry” nie ma formy biografii, do której dotąd byliśmy przyzwyczajeni, bo książka biografią po prostu nie jest – nie dowiemy się zatem, jak młody Urubko harcował z rówieśnikami przed domem. To zbiór opowiadań rozbitych na przestrzeni wielu lat, które różnią się stylem, tematyką, czy szczegółowością. Zawarte w niej materiały są zachowane w identycznym kształcie, w jakim publikowane były wcześniej, więc można zauważyć pewne różnice w początkowych i końcowych tekstach, zwłaszcza biorąc pod uwagę przyjętą stylistykę. Jak sam przyznaje już na wstępie, to subiektywny obraz jego fascynacji górami, poszukiwania życiowych wartości i ustalania życiowych priorytetów. Tę fascynację widać zwłaszcza w niektórych zdaniach, gdy autor sili się na bardzo wyszukane opisy swoich obserwacji, niczym najpopularniejsi autorzy literatury pięknej:

I nagle zobaczyłem góry. Jak zatrzymany kadr. Wszystko wokół przestało istnieć. Tylko szarozielona ciemność otulona mętną mgłą opadała na świat. Jak kurtyna, która podnosiła się w pustce uśpionego teatru. Półmrok… Niezliczone dachy domów rozpływały się we mgle. Ledwo słyszalne – jak oddech widowni – pohukiwanie miasta. A nad tym wszystkich wyraźny jak słup ognia Tałgar wznosił się w całym swoim majestacie.

Wbrew temu, czego niektórzy oczekiwali, w publikacji nie ma opisu wspomnianej we wstępie akcji ratunkowej na Nandze. Proces wydawniczy trwa, a wydarzenia te są zbyt świeże, aby udało się o nich napisać i zmieścić je w planowanym od jakiegoś czasu tytule. Biorąc jednak pod uwagę śmierć Tomka Mackiewicza, moją uwagę podczas czytania przykuł ten fragment, choć nie autorstwa głównego bohatera, a Władimira Bogdanowa, którego list zacytował:

Co więc znajdziemy w środku? Dużo miejsca Urubko poświęca na rozważania o treningu, zawodach, działalności Centralnego Klubu Sportowego Armii Kazachstanu. Najciekawszy z polskiego punktu widzenia może być opis poprzedniej zimowej wyprawy na K2, w której wziął udział i której również nie wspominał w pozytywnym kontekście.

Niestety, to chyba pierwsza książka górska Agory, która trafi bardziej do fanów tematyki, niż ogółu odbiorców. Tak, jak autor zdaje się być „ciężkim człowiekiem”, trudnym we współpracy, tak mi ciężko się „współpracowało” z tą lekturą. Przebrnąłem przez nią bez takiej ekscytacji, jaką odczuwałem przy czytaniu chociażby „Spod zamarzniętych powiek”, aby nie powiedzieć, że jednak trochę się wynudziłem. Nie ma tutaj historii „ciężkiego kalibru”, po których serce podchodzi do gardła – góry są zawsze majestatyczne i piękne, a świat to feeria barw w kolorze tęczy.

Mocną stroną książek Agory zawsze była strona techniczna – teraz także nie ma w tej kwestii zawodu. Ładna okładka, świetne zdjęcia z wypraw, poprawna korekta i skład.

Tak, jak w czasie zbliżającego się Mundialu 38 milionów Polaków będzie ekspertami od piłki nożnej, tak na początku 2018 roku wszyscy byliśmy ekspertami od himalaizmu. Może, chociaż podchodziłem do medialnych doniesień z dystansem i zrozumieniem, mój apetyt został aż nadto rozbudzony i podświadomie oczekiwałem od tej lektury czegoś niezwykłego. Mimo wszystko, osoby związane z górami na pewno znajdą tutaj coś, co je zachwyci.

Krzysztof Baranowski



Plusy

  • Świetne zdjęcia

Minusy

  • Lektura raczej tylko dla fanów gatunku