Che Pep. Związek Guardioli z futbolem argentyńskim Recenzja

Che Pep. Związek Guardioli z futbolem argentyńskim

5.5

Okładka

Nie mogłem przejść obojętnie obok takiej książki, bo z radością oglądałem grę FC Barcelony prowadzoną przez tego trenera. Katalońska drużyna pod wodzą Pepa Guardioli była jednym z najlepszych tworów piłkarskich, jaki mogłem podziwiać na żywo, a opowieść Vicente Muglii zapowiadała się na bardzo dobrą opowieść o genezie powstawania stylu, powszechnie znanego jako „tiki-taka”. Na polskim rynku literatury sportowej mieliśmy już wiele jego biografii i książek poświęconych Barcelonie, ale ten tytuł miał wprowadzać do tematu pewną świeżość.

W maju swoją premierę miała książka znanego z serii komiksów „Barras” Wydawnictwa Mandioca pt. „Che Pep. Związek Guardioli z futbolem argentyńskim”. To nie miał być życiorys hiszpańskiego trenera, lecz opowieść o tym, jak duży wpływ na jego decyzje i warsztat ma właśnie tytułowy kraj z Ameryki Południowej. Do zakupu zachęca ciekawa, komiksowa okładka, narysowana przez jednego z partnerów wydawnictwa, a wewnątrz zastosowano sprytny zabieg, który obecny był m.in. w górskiej opowieści Adama Bieleckiego. Mowa o kodach QR, które po zeskanowaniu przenoszą czytelnika na kanał YouTube, gdzie obejrzeć można filmy związane z przytaczanymi historiami.

„Che Pep” to wprowadzenie do historii ewolucji piłki nożnej w Argentynie i ogólnie – Ameryce Południowej – pod wpływem europejskiego futbolu. Ojczyzna Leo Messiego była naturalnym kierunkiem dla Guardioli, bo to tutaj położono podwaliny pod narodziny stylu opartego na krótkich podaniach, które później udoskonalił właśnie Pep. Hiszpan musiał trafić właśnie tam – tak jak pielgrzymi odwiedzają ważne dla swojej wiary miejsca, tak on czuł, że musi odwiedzić kraj, w którym wychowali się trenerzy, których pracę podziwiał.

Jak zaznacza autor we wstępie, książka powstała przez przypadek – możliwość stworzenia tego typu publikacji zasugerował bowiem Muglii jego przełożony. Niestety, wszystko wskazuje na to, że sam nie wiedział, o czym ma ona być. Podzielić możemy ją zasadniczo na dwie części – opowieść o Pepie, o jego fascynacji detalami, o tym, jak ważne w jego pracy są najdrobniejsze szczegóły. To pierwsza połowa książki. W drugiej opisany zostaje warsztat szkoleniowca, to, jak podchodzi do wybranych aspektów piłkarskiej taktyki.

Cały „Che Pep” to jeden wielki pomnik Pepa Guardioli – nie ma tutaj żadnej krytyki, choćby wyjaśnienia pewnych przykrych zdarzeń w karierze trenerskiej Guardioli (wątek konfliktów z Eto`o i Ibrahimoviciem jest ledwie draśnięty, a ostatnio na nowo rozgorzała dyskusja po słowach Yayi Toure, który stwierdził, że Pep nie lubi afrykańskich zawodników). Choć jestem fanem „tamtej” Barcelony, „Che Pepa” czytałem bez większej satysfakcji i skończyłem go z przymusu. Jest tutaj co prawda kilka ciekawych wątków i poniekąd wnosi on świeże spojrzenie na pewne sprawy, ale publikacja jako całość nie prezentuje się rewelacyjnie. Po zapowiedziach wydawało się, że książka będzie hitem. Wyszło, jak wyszło…

Krzysztof Baranowski