Artur Hajzer. Droga Słonia Recenzja

Artur Hajzer. Droga Słonia

Polecane
9.2

Okładka

Największym współcześnie żyjącym ssakiem jest słoń. Wielkie, masywne zwierzę dożywające dziko nawet do siedmiu dekad imponuje swoim majestatem. Tak jak góry, które były pasją i zgubą dla polskiego Słonia.

21 maja 2018 roku za sprawą Wydawnictwa Znak na polskim rynku literackim pojawiła się książka Bartka Dobrocha o Arturze Hajzerze – polskim himalaiście, twórcy nieistniejącego już Alpinusa i programu Polski Himalaizm Zimowy. Główny bohater tej opowieści zmarł 7 lipca 2013 roku, gdy wycofując się do jednego z obozów na Gaszerbrumie I odpadł od ściany i runął w przepaść.

„Droga Słonia”, bo słoń był przydomkiem Hajzera wyniesionym jeszcze z czasów szkolnych, zaczyna się w ciekawy sposób. Autor wylicza istotne momenty z życia głównego bohatera, które z pozoru wydają się być tylko ich przypomnieniem, jakby nakreśleniem jego osiągnięć i upadków. Dobroch tymczasem przechodzi za chwilę do senda, zastanawiając się, co może czuć osoba, która zaraz musi pogodzić się ze swoją śmiercią. Sprytny zabieg, od początku wprowadzający czytelnika w sedno historii.

Artur Hajzer to jedna z najmłodszych legend złotego okresu polskiej wspinaczki górskiej. Wspinał się z Wandą Rutkiewicz, znał go Wojtek Kurtyka, do pewnego momentu przyjaźnił się z Jurkiem Kukuczką, którego śmierć na Lhotse sprawiła, że na wiele lat porzucił góry. Był w końcu też mężem, ojcem i przedsiębiorcą, którego milionowe inwestycje w końcu zamieniły się w bankructwo jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek sportowych na przełomie wieków. Alpinus, bo o nim mowa, był biznesem powołanym z przypadku, który nie wytrzymał rynkowych realiów i pozostało po nim tylko wspomnienie. Tak, jak wspomnienia pozostały po jego współzałożycielu.

 

To już tradycja, że na polskim rynku literatury sportowej raczej nie ma o górach książek słabych, tym bardziej słowa uznania należą się Dobrochowi, bo stworzył świetny tytuł. To nie jest laurka Hazjera, tylko słodko-gorzka opowieść o prawdziwym człowieku – z jego zaletami, wadami, umiejętnościami i ułomnościami. Co więcej, wszystko to ubrane jest w świetną literacko szatę, dzięki czemu siadając raz do książki nie chce się przerywać i odkładać jej na półkę. Chapeau bas Panie Bartku, bo za stworzenie czegoś równie dobrego na rynku o tak wysokiej jakości należą się słowa uznania.

Jednym z nielicznych mankamentów jest dla mnie sposób stosowania przypisów, którego nie lubię i utrudniają mi czytanie. W „Drodze Słonia” są one bowiem zamieszczone łącznie na samym końcu książki, a nie bezpośrednio pod daną stroną. Ot, taki szczegół, ale dla mnie irytujący. Publikacja jest zaś wydana bardzo estetycznie, w twardej oprawie, a całość wzbogacają liczne zdjęcia.

Zaryzykuję stwierdzenie, że „Droga Słonia” to najlepsza górska biografia, jaka pojawiła się w Polsce w ostatnich latach. Wyczerpuje temat całkowicie, nie pomijając żadnych szczegółów i napisana jest w sposób, który nie odstraszy od niej także tych, którzy z górami na co dzień nie mają zbyt wiele wspólnego. Gdy czytałem biografię Adama Bieleckiego, a w szczególności Wojtka Kurtyki, pewnych zwrotów i określeń nie rozumiałem, bo były powiedzeniami slangowymi, funkcjonującymi w danym środowisku. Tutaj nie ma na to miejsca, przez co publikacja zyskuje na uniwersalności. Kupując tę książkę nie dacie się zrobić w trąbę.

Krzysztof Baranowski