Pięściarz, który budził Polskę i roztrzaskał nadzieje

Darek Wądrzyk

Jak to możliwe, że przez lata zbiorową wyobraźnię niemal 40 milionowego narodu poruszał sportowiec, który przegrał wszystkie ważne walki w swojej karierze? Co więcej, nie były to porażki po heroicznych bojach, przegrane „o żyletkę”, na ostatniej prostej. Często były to porażki haniebne. Przegrywał faulując, uciekając z ringu, poddając się choć zwycięstwo miał na wyciągnięcie ręki.

Tak bardzo pragnęliśmy międzynarodowego sukcesu, o którym mówiłoby się pod każdą długością i szerokością geograficzną, że wybaczaliśmy mu kolejne rozczarowania. Chcieliśmy, by zachód zazdrościł nam sportowca, tak jak kilka lat później Niemcy zazdrościli nam Małysza. Andrzej Gołota był postacią, która miała wyważyć nam drzwi do wielkiego świata.

Jego fenomen wykracza daleko poza sport i niewątpliwie zasługuje na wiele opracowań, które zresztą przez lata powstawały. Próby znalezienia odpowiedzi na pytania – jak dobrym pięściarzem był Andrzej Gołota, jak dobrym być mógł i dlaczego nic z tego nie wyszło, podjął się Przemysław Osiak, dziennikarz Przeglądu Sportowego, zajmujący się sportami walki.
I przyznać trzeba, że uczynił to w świetnym stylu, tworząc książkę, która jest najbardziej przekrojową analizą kariery Gołoty z jaką kiedykolwiek się spotkałem. Książka „Niepokonany w 28 walkach” opisuje karierę polskiego pięściarza w latach 1981 – 1997, a więc do przegranej przez nokaut w pierwszej rundzie walki z Lenoxem Lewisem. Walki, która zresztą obrosła legendami i do dzisiaj pozostają wątpliwości co do tego, co właściwie wydarzyło się 4 października 1997 w Atlantic City. Jednak rywalizacją, która najbardziej elektryzuje i wokół której ogniskuje się większość z zawartych w książce rozmów są oczywiście wojny z Riddickiem Bowe. Wojny, które przeszły do historii nie tylko polskiego boksu.

Bo książka jest zbiorem rozmów z 23 osobami, które karierę Andrzeja Gołoty śledziły z różnych perspektyw. Jedną z najciekawszych jest podzielona na 3 części rozmowa z Januszem Pinderą. Człowiekiem, który o boksie wie wszystko i potrafi opowiadać o nim najpiękniej jak się da. Niezwykle interesująco wypowiedzieli się również między innymi Dariusz Michalczewski, Aleksander Kwaśniewski, Andrzej Wasilewski, Przemysław Garczarczyk, Sam Colonna, Ziggy Rozalsky czy Kazik Staszewski. Każda z tych osób daje swoje światło na karierę Gołoty, co dopełnia obraz i pozwala spojrzeć na nią z różnej strony. Analizują oni kwestie psychologiczne, techniczne, motoryczne, organizacyjno – polityczne i socjologiczne. Życie i boks głównego bohatera są tutaj rozłożone na czynniki pierwsze.

Siłą książki jest to, że naprawdę odkrywa karty, które nawet pasjonatom boksu mogą nie być znane. Przybliża historie, o których przez lata się nie mówiło, lub mówiło się bardzo niewiele i mało konkretnie. Przemysław Osiak wykonał tytaniczną pracę, dotarł do niezwykle interesujących i często nieoczywistych ludzi, jak choćby Rock Newman – manager Riddicka Bowe. Autor wspomina również we wstępie, że kariera Andrzeja Gołoty jest zbyt bogata, by zamykać ją w jednej książce i traktować pobieżnie. Dlatego jej kolejne 15 lat opisać zamierza w późniejszym czasie. I mocno trzymam kciuki żeby nie były to słowa rzucone na wiatr.

Do kogo zatem adresowana jest niniejsza książka? Zainteresować może nie tylko fanów sportów walki, ale i sportu w ogóle. A nawet jeśli ktoś sportem się nie interesuje, zapewne również znajdzie w niej coś dla siebie, bowiem „Niepokonany w 28 walkach” świetnie oddaje ducha tamtych czasów. Przedstawia absurdy lat 80’ i 90’, pokazuje kontrast między Polską i USA i pozwala zrozumieć, jak długą drogę przeszliśmy przez ostatnie dziesięciolecia. Jest po prostu bardzo ciekawą i dobrze spisaną książką. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że jedną z najlepszych traktujących o sportach walki, jakie przeczytałem.

Czy odpowiada na wszystkie pytania dotyczące Andrzeja Gołoty? Oczywiście, że nie, bo jest to postać wciąż nieodgadniona. Ale może szkopuł tkwił właśnie w tym niezrozumieniu? Może zagadkowość, która otaczała Gołotę była kusząca i przyciągająca? Może łatwiej nam było utożsamiać się z postacią tragiczną, która na własne życzenie grzebała szanse sukces. Od dziesiątek lat nabożnie podchodzimy do naszych narodowych klęsk. Może w Gołocie widzimy archetyp Polaka?