Jak można spojrzeć na futbol przez pryzmat socjologii

Bartłomiej Najtkowski

Książka „Stadiony świata”, której autorem jest profesor Krzysztof Łęcki, to kolejna publikacja naukowa o futbolu. Socjolog poszedł w ślady Filipa Kubiaczyka i Pawła Mościckiego i zaprezentował właśnie socjologiczne spojrzenie na wiele wątków związanych z piłką nożną.

W pierwszej kolejności należy docenić ogrom pracy autora, o czym świadczy 390 stron tekstu. Bogata bibliografia wskazuje na to, że prof. Łęcki jest miłośnikiem tygodnika „Piłka Nożna”, ponieważ poruszając kolejne wątki, zwykle w przypisach zamieszcza teksty z tego periodyku. Bibliografia jest zresztą specyficzna.

Teksty dziennikarzy sportowych, z których czerpie autor to część źródeł. Są tu też odwołania do twórczości Zygmunta Baumana i jego stosunku do konsumpcjonizmu. Znany badacz cywilizacji Samuel Huntington też znalazł tu swoje miejsce. Mało tego, autor przywołuje także literaturę piękną, by uczynić swoje wywody bardziej dogłębnymi, sięga zatem do Borgesa i Orwella. Czasami naukowy sposób wyrażania myśli może być trudny do zrozumienia. Znacznie lepiej wyszło to profesorowi Kubiaczykowi.

Przeważa nostalgia

Książka została napisana w nostalgicznym tonie na zasadzie: kiedyś to było, a teraz to już jest inny, gorszy futbol. Autor stara się dowieść, że wspólnotowa funkcja futbolu zanika, a prymat zyskuje egoizm, do czego prowadzą takie czynniki jak niebotyczne wydatki, transfery za absurdalne kwoty czy pazerność agentów piłkarskich.

Są tu takie wątki jak wierność czy lojalność. Autor przytacza historie Polaków i obcokrajowców. Mikel Oyarzabal, który zaczynał w Eibarze, a potem przebił się w San Sebastian zaimponował prof. Łęckiemu tym, że po latach wciąż nie ukrywa, że kibicuje Eibarowi i bywa, gdy może, na stadionie tej drużyny. Wydawałoby się, że autor mitologizuje przeszłość, ale jednak też przyznaje, posiłkując się źródłami, że gdyby Lubański czy Brychczy mogli grać w zagranicznych klubach bardzo szybko, tak jak np. Robert Lewandowski, to nie byliby tak oddani swoim polskim drużynom. Nie ma więc generalizacji.

Naturalizacja i tożsamość

Jest też parę słów o naturalizacji. Sebastian Boenisch, czyli słynny farbowany lis, zainteresował autora. Dlatego została przytoczona jego historia, ale też przypadki obcokrajowców. Autor uważa, że po 1989 futbol się zmienił, globalizacja doprowadziła do tego, że w Anglii, dokładnie w 1992, przestano stawiać na rodzimych graczy i liga stała się globalna, co wpłynęło na utratę tożsamości. O tejże autor pisze w kontekście Basków, choć wspomina też o Katalończykach.

Są tu różne historie pokazujące, jak futbol może być piękny. Marcos Llorente i to dlaczego piłka była jego przeznaczeniem w związku z rodzinnymi tradycjami. Są też smutne opowieści jak casus Wimbledonu. Krach tego klubu zmobilizował kibiców, by utworzyć własną drużynę.

„Stadiony świata” to książka wielowątkowa, w której przejawia się tęsknota za dawnym futbolem. Można dostrzec też sugestię, że teraz ta gra jest bezduszna, pozbawiona tylu uczuć i emocji, które tworzą wspólnotę. Język naukowy autora może być w niektórych fragmentach trudny do zrozumienia dla przeciętnego czytelnika, ale należy docenić mnogość źródeł. Autor powołuje się na uznanych autorów, nie jest ponad miarę subiektywny.