Intelektualista z pasją o futbolu

Bartłomiej Najtkowski

Nowe, zaktualizowane wydanie „Blasków i cieni futbolu” z innym tytułem – „Futbol w słońcu i cieniu” pokazuje, jak można opowiadać o świecie właśnie dzięki futbolowi.

Książka zaczyna się od wyjaśnienia podstawowych pojęć – to futbol, piłkarz,  bramkarz, idol, kibic, fanatyk, gol, sędzia, menedżer, teatr (tzn. udawanie), przepisy itd. To proste, oczywiste terminy, ale książkę napisał intelektualista, który posługuje się wysublimowaną frazą. Bawi się słowem, ucieka się do nieoczekiwanych metafor:

– o bramkarzu: Nazywają go także golkiperem, cerberem, strażnikiem słupków, ale równie dobrze mógłby być męczennikiem płacącym za wszystkich i za wszystko, pokutnikiem lub chłopcem do bicia. 

Piłka ma dawać radość, stop agresji.   

Galeano widzi w futbolu radość, lepszy świat. Chociaż po przeczytaniu kolejnych stron można odczuć u niego gorycz z powodu rosnącej komercjalizacji, piłkarzy jako słupów reklamowych, prymatu siły nad techniką, to wciąż opowiada o futbolu z pasją. Nie obraża się na tę swoją ukochaną grę, mimo że bywa trudno. Jak to przedstawiciel elity intelektualnej, na fanatyków nie może patrzeć. Dla niego są to hałaśliwi, dziwni ludzie, dla których liczą się trybuny, a nie boisko. To ich pole walki. On woli podziwiać spektakl 22 facetów.

Galeano pisze też o zabobonach, przesądach, klątwach, łasce bożej jako nieodłącznej części futbolu. Podkreśla też, co teraz jest szczególnie ważne, że futbol służył do propagandy wielu reżimom. Już w latach 30. było tak w faszystowskich Włoszech, później dotyczyło to wielu innych dyktatur, jak np. junty podczas mundialu w Argentynie.

Futbol to nie tylko Europa i panteon sław 

Galeano jest estetą i romantykiem piłki. Nie oszukujmy się, jako Europejczycy zwykle jesteśmy eurocentryczni, nie wyściubimy nosa poza nasz kontynent. Na szczęście Urugwajczyk pokazuje, co znaczą w jego ojczyźnie Penarol i Nacional, jaką potęgą była „Maszyna” River Plate, jak narodziła się rywalizacja Flamengo i Fluminense.

Znajdziemy tu też opisy goli artystów sprzed wielu dekad. Puskas, Charlton, Di Stefano czy Beckenbauer – przeczytamy o nich i o innych asach. Galeano uwzględnił też niedawno zmarłego Paco Gento – legendę Realu Madryt czy zasłużonego dla angielskiej piłki Jimmy’ego Greavesa. O co chodzi z Chilijką i golem olimpijskim? Genezę tego drugiego pojęcia warto poznać, bo przecież raptem kilka tygodni temu Nabil Fekir strzelił takiego gola w derbach Sewilli, a zdarza się to bardzo rzadko.

Mundiale, Fidel Castro i FIFA zła od lat 

Kolejne opisy mundiali są poprzedzone głównie relacją politycznej sytuacji (są też fragmenty o kulturze, popkulturze). Niemal zawsze powtarza się ironizowanie z władz USA, które są dla Galeano ideologicznym wrogiem: Dobrze poinformowane źródła w Miami przepowiadały rychły upadek Fidela Castro, co miało być już tylko kwestią godzin. Ostatnio dużo mówi się o FIFA, a Galeano przedstawia sylwetkę byłego prezesa Havelange’a. Z FIFA było źle od lat… Zdziwiło mnie, że autor zrobił wzmiankę o… socjaldemokracji w III RP czy o dużym zamieszaniu z Legią Warszawa. Widać szerokie horyzonty. Opis mundiali kończy się na 2010 r.  Galeano pisał z podziwem o legendach. Diego Maradona zatem biegał z piłką przyszytą do stopy, a Leo Messi z piłką wewnątrz stopy. Szkoda, że o tym drugim nie zdążył napisać.

Książka jest bardzo ładnie wydana, choć można mieć drobne uwagi. Rządzi i dzieli – za to sformułowanie często obrywają komentatorzy. W książce też się pojawiło. Celne trafienia – to oczywiste masło maślane. Porażkę można ponieść, a nie odnieść, to nie zwycięstwo. Gdy czytamy o występie Korei Północnej na mundialu w 1966 r., to piłkarz KRLD nie był chyba… dentystą z Pjongczang, tylko z Pjongjangu. Książka jest wielowątkowa, wzbogacona erudycją. Futbol pobudza autora do wielu uniwersalnych refleksji.