Życie jak dobry mecz Recenzja

Życie jak dobry mecz

5.6

Okładka

Wielu kibiców uznaje Włodzimierza Lubańskiego za najlepszego z najlepszych. W książce „Życie jak dobry mecz” legenda Górnika Zabrze i KSC Lokeren oprowadza nas po zakamarkach swojej piłkarskiej kariery.

Szczerze przyznam, że niezbyt chętnie sięgałem po tę pozycję. Nie jest to typowa biografia. Zdecydowaną większość stanowi wywiad-rzeka między Michałem Olszańskim a Włodzimierzem Lubańskim. Około 230 książkowych stron zmieściłoby się zapewne na kilku stronach gazety formatu A4. Czytałem kiedyś wypowiedź Krzysztofa Stanowskiego, autora kilku biografii byłych piłkarzy, który stwierdził, że spisywanie ich wspomnień jest o tyle ciężkie, że często trzy wypowiedziane przez nich zdania trzeba rozbudować tak, by zrobić z nich trzy strony opowiadania. W związku z tym książka staje się przekolorowana. Dzięki budowie na planie wywiadu, historia Lubańskiego sporo zyskuje na wiarygodności. Jest to jeden z wielu powodów, dla których warto posiadać ją na swojej półce ze statusem: przeczytana.

Na samym początku Lubański zaprasza nas na swoje podwórko, gdzie przez tysiące godzin udoskonalał swoje umiejętności. Szybko wszedł w dorosłą piłkę, debiutując w reprezentacji Polski w wieku zaledwie 16 lat i 188 dni, co do dzisiaj pozostaje niepobitym rekordem. Bardzo ciekawie opowiada o sytuacji, gdy jeszcze w wieku trampkarza potrafił jednego dnia zagrać w trzech kategoriach wiekowych w swoim ówczesnym klubie, GKS-ie Gliwice. Niemal 1/4 swojej książki przeznacza na wspomnienia ze złotych czasów Górnika Zabrze. Był współtwórcą największych sukcesów w historii tego śląskiego klubu, grając u boku tak znakomitych piłkarzy jak Pohl, Szołtysik, Kostka czy Oślizło.

Po maturze zacząłem studia na Politechnice Śląskiej. Wtedy były takie czasy – my, sportowcy, piłkarze musieliśmy być przykładem dla młodych ludzi.

Jeszcze więcej stron zostało poświęconych dla najciekawszego wątku – gry w drużynie narodowej. Lubański mówi o emocjach, jakie towarzyszyły mu przy okazji debiutu w Biało-Czerwonych barwach oraz zdobycia swojej premierowej bramki. Bardzo szybko został kapitanem zespołu i w tej roli prowadził kadrę do złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w 1972 roku. Barwnie opisuje swoich kolegów z boiska oraz architekta triumfu, trenera Kazimierza Górskiego. Poznajemy kilka sytuacji, dających nam odpowiedź na pytanie, dlaczego tak wielu zawodników uważa go za najwybitniejszego szkoleniowca, z którym mieli przyjemność współpracować. Lwia część reprezentacyjnych opowieści dotyczy meczu z Anglią na Stadionie Śląskim, będącym jednocześnie jednym z najlepszych i zarazem najtragiczniejszych występów Lubańskiego z Orzełkiem na piersi. Bohater książki poprowadził naszą drużynę do historycznego zwycięstwa, a przy okazji doznał fatalnej kontuzji, eliminującej go z udziału w Mistrzostwach Świata 1974. Powyższa sytuacja na kilkanaście miesięcy całkowicie wstrzymała jego piłkarską karierę. Legendarny napastnik szuka przyczyn swojego urazu oraz odnosi się do faulującego McFarlanda i polskich lekarzy, którzy wykonali nieudaną operację jego kolana.

W dalszej części rozmowy Lubański opowiada o swoim powrocie na boisko i żmudnej walce o angaż w zagranicznym zespole. Ostatecznie ląduje w KSC Lokeren. Historia pokazała, że była to świetna decyzja, bo po latach został uznany przez kibiców za najlepszego zawodnika w historii klubu. To z Lokeren trafił do kadry uważanej za największego faworyta do wygrania Mundialu w 1978 roku. Napastnik opisuje przede wszystkim swoje chłodne relacje z trenerem Jackiem Gmochem, który nieoczekiwanie odesłał go na ławkę rezerwowych. Sam turniej przyniósł Polakom „zaledwie” piąte miejsce na świecie.

Gmoch otrzymał z Polski wyniki badań psychologicznych. Według nich nie mogłem grać w jednym zespole z Andrzejem Szarmachem.

W ostatnich rozdziałach zostaje poruszony temat zagranicznych klubów w karierze Lubańskiego i związanych z nimi bonifikatach pozasportowych. Na sam koniec poznajemy rodzinę głównego bohatera. Były snajper opisuje, jak wielki wpływ na jego karierę miało udane małżeństwo i poukładane sprawy rodzinne. W ostatnim aspekcie poznajemy jego zdanie na temat astronomicznych sum pieniężnych w dzisiejszym futbolu.

Znakomitym uzupełnieniem barwnych historii Włodzimierza Lubańskiego są liczne ilustracje z „Przeglądu Sportowego” i katowickiego „Sportu” oraz dopowiedzenia Michała Olszańskiego, stanowiące coś na format didaskaliów. Książka jest do przeczytania w jeden wieczór i na pewno nie będzie to wieczór stracony.

Dariusz Goliasz

Tekst dodany w ramach współpracy redakcyjnej. Czytaj więcej na