Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt Recenzja

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Patronat
6.4

Okładka

Gdy Carlos Carsolio schodził ze szczytu Kanczendzongi mijał Wandę, której już wtedy los zdawał się być przesądzony. Każda chwila, każda minuta na wysokości powyżej 8 tysięcy metrów jest wewnętrzną wojną organizmu, który zaczyna atakować sam siebie, wyniszczając swojego właściciela od środka. Walka o zdobycie tego szczytu była zbyt długa, a może zbyt pochopna lub po prostu zbyt obrośnięta marzeniami, by z niej zrezygnować? Niczym Tomasz Mackiewicz zapłaciła za swoją determinację najwyższą cenę.

Nie wiadomo, czy zasnęła odpływającym snem, umierając z wycieńczenia, czy próbując resztkami sił zdobyć wierzchołek odpadła ze ściany jak wielu jej kolegów. Ciała Rutkiewicz nigdy nie odnaleziono, czym tylko nadała swojemu odejściu mitycznego charakteru.

17 października 2018 roku na rynku polskiej literatury sportowej za sprawą Wydawnictwa Marginesy pojawi się kolejna biografia Wandy Rutkiewicz. „Jeszcze tylko jeden szczyt” Elżbiety Sieradzińskiej jest jednak pozycją inną, niż poprzednie książki o polskiej himalaistce, bowiem wykorzystuje m.in. niewykorzystywane dotąd fragmenty wspomnień matki Rutkiewicz – Marii Błaszkiewicz. Całość dopełnia tytaniczna praca autorki, która zgromadziła ogrom ciekawego materiału.

Polskie książki górskie mają to do siebie, że słabe pozycje w tym gatunku raczej się nie pojawiają. Nie inaczej jest tym razem, bo „Jeszcze tylko jeden szczyt” – zgrabnie nawiązujący tytularnie do swojego zakończenia – to świetnie poprowadzona przez Sieradzińską publikacja – nie sztywna i nie do końca „seriozna„, jak mówiono o Rutkiewicz. To słodka-gorzka opowieść o prawdziwym życiu, pełnym wzlotów, upadków, cierpień, problemów i wyzwań, które zakończyło się na wysokości ponad 8 tysięcy metrów.

Mocną stroną tej publikacji jest to, że autorka nie zanudza czytelnika. Choć naturalnym jest to, że opisuje liczne wyprawy Wandy, to nie robi tego w stylu chociażby Bernadette McDonald w „Sztuce wolności” Kurtyki, gdzie w drugiej połowie książki rozległość opisów kolejnych biwaków stawała się męcząca. Trzeba znaleźć równowagę między tym, co istotne, bowiem – upraszczając – zamiast informacji mówiącej o tym, że ktoś postawił w drodze na szczyt pięć, czy piętnaście kroków czytelnik oczekuje elementów narracji związanych z emocjami, czy skalą trudności danego wyczynu. Sieradzińska stawia raczej na to drugie, co wychodzi jej publikacji na dobre.

„Jeszcze tylko jeden szczyt” to bardzo osobista opowieść o Rutkiewicz. Sieradzińska porusza tematy sercowe głównej bohaterki, która nie potrafiła okazywać uczuć mężczyznom i często nie rozumiała ich intencji. Szeroko opisuje również tematy rodzinne i około górskie, dzięki czemu to nie jest tylko książka utrzymana w takim klimacie. Nie była totalnym nieukiem, jak Jerry Moffatt, choć tak jak on zyskała szacunek sukcesami sportowymi – znalazła się nawet na liście kadry juniorskiej i olimpijskiej w siatkówce. Dopiero nowelizacja przepisów, gdy pod siatką wzrost okazał się ważniejszy od sprytu sprawił, że porzuciła dobrze zapowiadającą się karierę.

Rutkiewicz w czasach „swojej działalności” wprowadziła wiele świeżości do polskiej wspinaczki. Jak mawiał Alek Lwow, był wówczas „himalaizm męski, żeński i Wandy Rutkiewicz”. Lepiej jej postaci podsumować się nie da. Zgubiło ją to, co gubi wielu ludzi o mocnych charakterach – ogromna determinacja, odrzucenie własnych słabości i nieakceptowanie procesu starzenia i przebytych kontuzji. Wszyscy jesteśmy niezniszczalni – tak nam się wydaje. Taki był też Jerzy Kukuczka – wszyscy myśleli, widząc jedną kulkę schodzącą ze szczytu, że musiał spaść jego partner, bo nikt nie przypuszczał, że mógłby to być on. Każdy kto podejmuje wyzwanie naraża się zaś na porażkę. Czy Rutkiewicz jej doznała? Niekoniecznie. Choć przegrała z górą, która odebrała jej życie… No właśnie, czy odebrała? Czy można tak mówić w sytuacji, gdy wejście na szczyt jest celem nadrzędnym, spełnieniem marzeń? Czy gdyby tego nie zrobiła właśnie by tego życia, przynajmniej w jakiejś części, nie straciła?

„Jeszcze tylko jeden szczyt” to obok biografii Artura Hajzera najlepsza książka poświęcona górom wysokim, jakie pojawiły się na rynku w 2018 roku. Elżbieta Sieradzińska stworzyła niezwykle barwną, szczerą i osobistą publikację, która w pełni oddaje  życie głównej bohaterki. Niektórzy mawiali o niej „taka tam Wanda”. To nie jest natomiast taka tam książka.

Krzysztof Baranowski

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.