Umowa stoi Recenzja

Umowa stoi

Okładka

Piłka nożna już dawno stała się synonimem pieniędzy. Dużych pieniędzy. Wielomilionowe kontrakty telewizyjne, premie za zwycięstwa, umowy reklamowe. Aby ktoś mógł zarabiać, ktoś musi te stawki wynegocjować. Wtedy do gry wchodzą prawnicy.

Jeden z nich – Daniel Geey – od dawna współpracuje z angielskimi klubami, dla których przygotowuje wszelkiego rodzaju porozumienia z piłkarzami i innymi przedstawicielami futbolowego środowiska. „Umowa stoi?” – usłyszał już pewnie nieraz. Dlatego taki tytuł nosi jego książka.

Przekład „Done Deal: An Insider’s Guide to Football Contracts, Multi-Million Pound Transfers and Premier League Big Business”, bo taką długaśną nazwę nosi pierwotna wersja publikacji pojawił się na polskim rynku literatury sportowej 19 lipca 2019 roku za sprawą Wydawnictwa Sine Qua Non. Autor na prawie 350 stronach stara się w nich wyjaśnić zawiłości i szczegóły umów zawieranych przez kluby piłkarskie. Tej „Umowie” najbliżej do „Futbonomii” lub bardziej do „Strategii sukcesu” Stevena Mandisa. Tak jak tam analiza finansowa oparta jest na jednym temacie – Realu Madryt – tak tutaj Geey skupia się głównie na brytyjskim poletku, bo mimo krótkich wzmianek na temat całego świata narracja oparta jest głównie na lidze angielskiej. To tam autor działa najprężniej, więc ma najwięcej do powiedzenia właśnie o tutejszym futbolu.

Książka długo się rozkręca i w początkowej fazie może być nieco nużąca dla bardziej zagorzałych fanów, którzy mają za sobą grę w takie produkcje, jak Championship i Football Managery. Przez pierwsze sto stron odnosiłem bowiem wrażenie, że większość omawianych zapisów jest mi znana – w mniejszym lub większym stopniu ich odpowiedniki można było zauważyć właśnie we wspomnianych aplikacjach. Bonusy za zwycięstwa, wygrane mecze, czyste konta, bramki, asysty, kontrakty telewizyjne – część tych elementów piłkarskich kontraktów przewija się raz po raz w mediach, więc informacje o nich nie są szczególnie spektakularne. Dopiero w dalszej części Geey wchodzi na pola, które nie są dostępne dla opinii publicznej. Wtedy robi się ciekawiej.

Miejcie zawsze oczy szeroko zamknięte…

Różnicę pomiędzy dawnym a dzisiejszym futbolem fantastycznie kreśli już w przedmowie Gianluca Vialli. Włoski piłkarz przedstawia w niej specyfikę futbolowego środowiska lat. 90 ubiegłego wieku, gdzie agenci znani byli tylko z filmów o Jamesie Bondzie, a każdy piłkarz dbać musiał o własne interesy pozaklubowe sam. Na zaledwie kilku stronach widać transformację tego świata w przeciągu ledwie kilkunastu lat.

Geey bez wątpienia jest dobry w swoim fachu i jak mało kto zna realia transferów, przejęć klubów i rozmów pomiędzy zawodnikami a klubami. Choć pisarzem wielkim nie jest i nie prezentuje w swojej publikacji wielu oryginalnych koncepcji przyzwoicie potrafi przelać na papier swoje myśli. Tworzy interesujące łańcuchy zależności, które tworzą się od lat za kulisami piłkarskiej gospodarki. Globalna publiczność kocha angielski futbol, dlatego prawa telewizyjne do Premier League liczy się w miliardach funtów. Co prawda nie jest to kolos na glinianych nogach, ale czy można naruszyć jego konstrukcję? Młodzi kibice porzucają tradycyjną telewizję na rzecz transmisji internetowych. Czy Amazon, który niedawno kupił swój pierwszy pakiet internetowy do angielskiego futbolu będzie w stanie wyprzeć stare modele oglądania piłki nożnej. Tego nie wie pewnie i sam Geey.

Neymar zapraszający kolegów do Barcelony w ramach porozumień z klubem. Zakaz podróżowania poza Ziemię. Rekompensaty za występy w reprezentacji. Luis Suarez jedną nogą w innym niż Liverpool FC angielskim klubie. Struktura właścicielska Manchesteru United FC. Te i inne kwestie znaleźć można w tej „Umowie”.

Pomimo pewnych mankamentów, „Umowa stoi” to dobra książka. Może nie jest to lektura typowo nastawiona na serwowanie morza anegdot, ale ciekawie przedstawia kulisy funkcjonowania piłkarskiego biznesu.

Krzysiek Baranowski

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.