Totti. Kapitan. Autobiografia Recenzja

Totti. Kapitan. Autobiografia

Okładka

W piłkarskim świecie transfery są powszechne. Nikogo już nie dziwią zawodnicy wielokrotnie zmieniający kluby. Niezwykle rzadko zaś zdarzają się piłkarze, którzy przez całą seniorską karierę występują dla jednego klubu.

Jedną z takich – nie bójmy się tego powiedzieć – romantycznych historii, napisał Francesco Totti. Rzymianin z urodzenia, romanista z wyboru. Wieczny kapitan wiecznego miasta. Człowiek, który utożsamia uczucia kibiców. Dla którego klub oznacza miłość i oddanie, a nie miejsce pracy. Postać, której fanom futbolu nie trzeba przedstawiać, a którego historię możemy bliżej poznać sięgając po książkę „Totti. Kapitan. Autobiografia”.

„Jako rzymianin i romanista jestem traktowany jak członek rodziny.”

Lektura, która na polskim rynku literatury sportowej pojawiła się dzięki Wydawnictwu SQN, pozwala prześledzić przebieg kariery włoskiego piłkarza. Od początków przygody z piłką, przez pierwszą drużynę Romy, zdobycie mistrzostwa Włoch i Pucharu Świata, aż po zakończenie sportowej kariery. Dwóm wydarzeniom Totti poświęcił najwięcej miejsca. Pierwszym z nich było zdobycie scudetto, drugim tytuł mistrzów świata. Obydwa tematy są w książce szeroko opisane. Co więcej zdarzają się również rozdziały typowo tematyczne, dotyczące najczęściej konkretnych postaci: Antonio Cassano, żony Tottiego, czy też Luciano Spallettiego.

„Choć zrodzona z miłości, presja kibiców stała się nieznośna.”

Trzeba jednak zaznaczyć, iż historia nie jest przedstawiona całkowicie chronologicznie, gdyż Totti wyraźnie rozgraniczył wątek kariery klubowej i reprezentacyjnej. Jak typowy Włoch porównał dwie drużyny w barwach, których występował do płci pięknej. Romę określił, jako „kobietę swojego życia”, zaś z reprezentacją – jak napisał – jedynie romansował. W swojej autobiografii każdej z „kobiet” poświęcił, więc osobną opowieść. Takie rozwiązanie momentami wprowadza niestety zamęt. Wydaje się, że jednak lepiej byłoby trzymać się kalendarium, skoro w życiu piłkarza gra dla klubu i kadry narodowej łączy się i przeplata.

„Kibice cierpią tak bardzo, że nawet nie gwiżdżą.”

Książkę dosyć dobrze i szybko się czyta. Zdarzają się fragmenty mniej ciekawe, te dotyczące przebiegu meczów, sezonów oraz turniejów. Osobiście oczekiwałam także więcej historii zza kulis, informacji z szatni, pewnych „piłkarskich smaczków”. Nie twierdzę, że w ogóle ich nie było. Owszem były, ale mimo wszystko chciałoby się więcej, dużo więcej, wiedząc, kogo autobiografię trzymamy w rękach. Powyższe uwagi sprawiają, że „Totti. Kapitan. Autobiografia” nie jest pozycją wybitną, ale napisaną na naprawdę dobrym poziomie już z pewnością tak.

„[…] miłość kibiców była wiatrem, który dodawał mi skrzydeł przez całą karierę.”

Książka zaczyna się dość oryginalnie, bo od… więzienia. Ściślej mówiąc od wizyty Tottiego w zakładzie karnym, bynajmniej nie w roli skazanego, a odwiedzającego. Piłkarz wziął udział w rozdaniu nagród w turnieju futsalowym i sesji fotograficznej z więźniami. Totti opowiada o jednym z osadzonych, który zdobył się na spore poświęcenie, aby móc zrobić sobie zdjęcie z piłkarzem. Chłopak zakończył odbywanie kary tydzień wcześniej, ale wymusił na naczelniku dodatkowe siedem dni odsiadki, gdyż nie wyobrażał sobie, że nie będzie uczestniczył w spotkaniu z Tottim. Jego historia ukazuje jak wielką miłością kibice Romy darzą swojego – byłego już – kapitana. Po tym prologu Totti wraca pamięcią do czasów dzieciństwa i rozpoczyna właściwą opowieść.

„Byłem golem na 1:0 w najważniejszą niedzielę naszej historii.”

Sięgając po tę pozycję dowiecie się, kto jako pierwszy zdał sobie sprawę z rozmiaru talentu Francesco, który trener Romy był wyraźnie uprzedzony do… rzymian oraz kogo treningi motoryczne bardziej pasowały do oddziału marines niż drużyny piłkarskiej. Odkryjecie, od kiedy Totti przyjaźni się z Buffonem, czy też, czym wściekli kibice Romy rzucali w piłkarzy, kiedy zostali wyeliminowani z Pucharu Włoch przez Atalantę.

Totti sporo miejsca poświęca sezonowi, który zakończył jako mistrz Włoch. Wspomina, jaki film oglądał każdego wieczora w tygodniu poprzedzającym zdobycie scudetto. Mówi, co nietypowego było w świętowaniu mistrzostwa przez piłkarzy Romy. Zdradza również jak długo kibice w Rzymie fetowali upragniony sukces.

Drugim szeroko opisywanym wątkiem są mistrzostwa świata z 2006 roku. Dowiecie się, w jaki sposób Lippi rozładował napięcie panujące w drużynie przed walką o półfinał. Odkryjecie, co piłkarze Włoch robili w nocy przed finałem oraz który – jako jedyny z całej kadry – spał. Totti zdradza jak po turnieju próbował przekonać Buffona do przejścia do Romy. Ponadto tłumaczy, dlaczego scudetto jest dla niego ważniejsze niż Puchar Świata.

„Kapitan rzymian i romanista, który prowadzi Romę do scudetto to koncept, który wykracza poza czystą sportową radość.”

Totti wyjaśnia, co tak naprawdę oznaczał jego sposób świętowania bramek, czyli gest palca w ustach. Komentuje najwstydliwsze zdarzenie w swoim życiu – oplucie Poulsena. Odkrywa kulisy konfliktu z trenerem Spallettim. Wreszcie wyjawia, czy patrząc z dzisiejszej perspektywy na wszystkie trofea, które mógł zdobyć, żałuje, że nie przyjął bajecznej oferty Realu Madryt w 2005 roku.

Kogo uważał za najlepszego piłkarza, z jakim kiedykolwiek grał? Dlaczego nie znosił Pavla Nedvěda? Kiedy kibicuje Lazio?! Z kim na boisku tworzył duet niczym „Batman i Robin”?

„Szczerze mówiąc, nie potrafię sobie nawet wyobrazić, czym byłaby dla mnie gra przeciw Romie.”

„Totti. Kapitan. Autobiografia” to książka, która bez wątpienia zainteresuje każdego fana Romy, jak i samego Francesco Tottiego. Ich raczej nie trzeba zachęcać do lektury. Jednak tę książkę powinni przeczytać wszyscy piłkarscy kibice, gdyż coraz trudniej znaleźć zawodników, dla których klub jest miłością, a do tego mają do przekazania bardzo ciekawą futbolową historię.

„Przerażenie niemożliwe do opisania. Silne i mrożące krew w żyłach uczucie, że wszystko skończone.”

Ania Hombek

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.