Ten prawdziwy Ronaldo

Okładka

Wydana w 2000 roku książka „Ronaldo!”, opowiadająca o złotym chłopcu brazylijskiej piłki nożnej, ma na polskim rynku status białego kruka. Wensley Clarkson przyjrzał się dokładnie życiu i karierze Ronaldo, gdy ten miał zaledwie 24 lata. Biografie aktywnych piłkarzy, o czym już niejednokrotnie wspominaliśmy, często zawodzą, bo są pisane na szybko, by wykorzystać „pięć minut” danego zawodnika. Z tego powodu miałem lekkie obawy przed sięgnięciem po tę lekturę. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron, obawy minęły.

Już początkowe rozdziały wskazują, że wstąpiliśmy do kopalni ciekawostek. Co cyganka powiedziała matce Ronaldo przed jego narodzinami? Na czyją cześć najlepszemu brazylijskiemu napastnikowi przełomu wieków nadano imię Ronaldo? Jaki wpływ na osiągnięcia wydolnościowe miał jego specyficzny sposób oddychania? Odpowiedzi na takie i inne pytania dostajemy bez liku. Następne strony obrazują młodego chłopaka, który za wszelką cenę chce się wybić ze slumsów i zostać żywicielem całej swojej rodziny. Futbolowi poświęca każdą wolną chwilę, przez co nie ma czasu na inne zajęcia, w tym także szkołę.

„Czułem, że piłka nożna jest jakby moim naturalnym, przypisanym mi zajęciem, a moją rolą jest dostarczanie innym rozrywki moją grą.”

Cudowny chłopak zostaje „sprzedany” przez swojego ojca parze agentów, którzy od tej pory robią wszystko, by zarobić jak najwięcej na karierze wschodzącej gwiazdy. Autor książki znakomicie pokazał, jak wiele niedobrego robią futbolowi agenci we współczesnym futbolu oraz jak ich decyzje wpływają na postrzeganie samych zawodników przez kluby, media i kibiców. Przypominamy sobie Ronaldo podpisującego kontrakt z PSV Eindhoven, klubem, który miał być dla niego pierwszym przystankiem do podbijania Europy. Widzimy, jakie zamieszanie i niezbyt przyjemne sytuacje towarzyszyły przy wypływaniu na głęboką wodę, najpierw do Barcelony, a potem do Interu Mediolan. Co ważne, Clarkson oddał czytelnikowi nie tylko Ronaldo-piłkarza, ale również Ronaldo-człowieka. Poznajemy jego słabości, tęsknotę za krajem, olbrzymie, wręcz przesadne przywiązanie do matki i ból towarzyszący porażkom w relacjach damsko-męskich. Zamiłowaniu zawodnika do blondynek zostało zresztą poświęconych co najmniej kilkanaście stron.

Biografię Brazylijczyka oceniamy po 18 latach od jej wydania, więc jesteśmy bogatsi o wszystkie lata jego piłkarskiej kariery. Patrząc na osiągnięcia, możemy wysunąć łatwy wniosek, że więcej niż na szczeblu klubowym osiągnął na szczeblu reprezentacyjnym. Reprezentacja Canarinhos towarzyszy czytelnikowi niemal od pierwszej do ostatniej strony, począwszy od marzeń młokosa z Rio, przez debiut, po Mistrzostwo i Wicemistrzostwo Świata.

Clarkson wspaniale oddał negatywny wpływ kontraktu zawodnika i Federacji Brazylijskiej z firmą Nike, której po części zarzuca się doprowadzenie do dramatu piłkarza przed finałem Mundialu w 1998 roku. El Fenomeno został tak naprawdę pierwszym, pełnoprawnym piłkarskim celebrytą. Świat go kochał i podziwiał. Wiele osób marzy o podobnym statusie, jednak dla samego piłkarza miało to przede wszystkim negatywne skutki. Dzięki barwnym i szczegółowym historiom, czytelnik może poczuć strach i presję, jakie na co dzień towarzyszyły Ronaldo ze względu na zbyt duże oczekiwania agentów, sponsorów i kibiców.

„Komentarz Zagallo był tak naprawdę częścią wojny psychologicznej prowadzonej przez Ronaldo, jego agentów i doradców. […] W tej walce nie mogło być zwycięzców. Jedyną jej ofiarą był sam Ronaldo.”

Znakomita, przesiąknięta treścią książka ma swoje minusy. W oczy rzucają się banalne błędy związane z interpunkcją oraz zły szyk wielu zdań. Oprócz tego widzimy m. in. babola historycznego, głoszącego, że Brazylia zdobyła swoje czwarte Mistrzostwo Świata w… 1794 roku. Są to raczej błędy tłumacza i wydawnictwa, a nie samego Clarksona, więc w moim osobistym rankingu „Ronaldo!” zajmuje drugie miejsce na liście biografii piłkarskich, które ukazały się w Polsce. Ustępuje jedynie pozycji, o której jest mowa w dziele Clarksona i którą przeczytał sam Ronaldo. Jeszcze raz, przeczytał sam Ronaldo. Tak, nie wierzcie już bzdurą, że El Fenomeno nie potrafi czytać. Nie chcę zdradzać tytułu tej książki i jej głównego bohatera, by nie zdradzić Wam informacji, jaką możecie poznać sięgając po „Ronaldo!”. Zdecydowanie warto, nie zawiedziecie się.

Dariusz Goliasz

Tekst dodany w ramach współpracy redakcyjnej




Skomentuj: