Szmata. Gdy piłka nożna staje się przekleństwem Recenzja

Szmata. Gdy piłka nożna staje się przekleństwem

Okładka

„Czasem zdarza się coś takiego, co powoduje, że zaczynasz dostrzegać (…) ulepionego przez siebie bałwana. Widzisz cały ten zgromadzony szajs, zbędny koszmarny balast. Zaczynają odpadać fragmenty, pęka z chrzęstem skorupa nagromadzonego ścierwa. To bardzo bolesny proces, ale dzięki niemu spod tej warstwy fałszu wyłania się ktoś diametralnie inny. Postać, którą lepiłem przez lata i która napawała mnie dumą i radością, znikła, rozpadła się. Zobaczyłem samego siebie – kogoś przestraszonego i bezbronnego, schowanego w kącie, bojącego się wyjść na zewnątrz. Z wyidealizowanego obrazu pozostała tylko porysowana rama, ból, strach i bezradność”.

27 lutego, czyli dzisiaj swoją premierę ma debiutancka powieść byłego piłkarza łódzkiego Widzewa i reprezentanta Polski – Tomasza Łapińskiego. Publikacja wypuszczona na rynek przez Wydawnictwo Sine Qua Non pod tytułem „Szmata. Gdy piłka nożna staje się przekleństwem” to słodko-gorzka (choć częściej gorzka) opowieść o sportowcu, który wkrótce ma się przekonać, kim właściwie jest.

Cała „Szmata” zaczyna się na brudnym chodniku, gdzie brodzący we własnej krwi główny bohater rozpocznie swoją walkę ze środowiskiem, będącą osią wszystkich dalszych wydarzeń opisanych na niewiele ponad 400 stronach. Roman Dzwonecki, zmierzający do końca swojej kariery piłkarz, wplątał się bowiem w intrygę od której rozstrzygnięcia zależy jego dalsza przyszłość. Jego życie, pozornie ustatkowane i poukładane, okazuje się kolosem na glinianych nogach, a sam zainteresowany raz za razem obrywa od najbliższego otoczenia po dupie. Cała akcja rozgrywa się w kulminacyjnym momencie sezonu, na kilka ostatnich kolejek przed jego końcem, gdy rozstrzygają się losy mistrzostwa i spadków, heroicznych zwycięstw i spektakularnych porażek. Pod wpływem otoczenia „Dzwonek” zrywa ze swoim krystalicznym wizerunkiem i… tutaj akcja przyspiesza i zwalnia dopiero na ostatnich stronach. Nie mogę napisać o fabule nic więcej, aby nie wpleść w tę recenzję spoilerów. Przewija się tutaj bowiem całe spektrum mniej lub bardziej kontrowersyjnych tematów – od seksu, przez alkohol, narkotyki, korupcję, obłudę, po zdrady i nieokiełznaną przemoc.

Łapiński opiera „Szmatę” na fikcyjnej historii, ale mimo wszystko można zauważyć w niej nawiązania do sytuacji, które faktycznie w prawdziwym futbolu miały lub mogłyby mieć miejsce. Wśród piłkarskich intryg znaleźć można niepłacące zawodnikom kluby, kibolskie układy, czy rozrywkowy tryb życia, który zgubił już niejednego sportowca. Prócz tego autor wplata do życia swojego bohatera problemy rodzinne, czy te natury moralnej. „Szmata” to kolejna – po serii książek Nikodema Pałasza o Wiktorze Wolskim – powieść osadzona w świecie sportu, która wciąga. Niesamowicie wciąga, bo Łapiński umiejętnie buduje i rozciąga poszczególne wątki. Z niecierpliwością czekałem chociażby do prawie trzechsetnej strony na wyjaśnienie tego, co wydarzyło się z udziałem Dzwoneckiego podczas Igrzysk Olimpijskich w meczu z Włochami. Cała historia jest brudna, jak tytułowa szmata, ciężka, obdarta z idei fair play, która w tym świecie jest tylko pustym frazesem. Może nie tylko w nim?


Pomimo tego, że Dzwonecki ostatecznie dostaje to, czego przez pewien czas chciał, historia ta nie kończy się happy endem. Łapiński zostawia czytelnika z otwartym wątkiem, nie kończąc pewnych tematów. Dynamika wydarzeń sprawia, że postawy poszczególnych bohaterów opowieści można interpretować dwojako, a autor daleki jest od jednoznacznego wskazywania ich intencji. Tu nic nie jest czarno-białe. Nawet główny bohater, którego początkowo można polubić i kibicować mu za niezłomność w tym tragicznym świecie zmienia się, ewoluuje. Pytanie brzmi, czy w dobrą stronę?

Łapińskiemu udało się nakreślić ciekawe, wyraziste i czasem przejaskrawione charaktery, przy tworzeniu których nie cofa się przed grą stereotypami. Babka, Piesek, Kaczorek, a zwłaszcza Dzwonek i George mają – jak na boisku, tak i w życiu – swoje ulubione zagrania, które odróżniają ich od reszty tego wyimaginowanego towarzystwa. Przegląd osobowości, tak skrajnych, jest z pewnością jednym z elementów, który tworzy ze „Szmaty” ciekawą lekturę.

Powieści sportowych jest na rynku ledwie garstka, jednak „Szmata” nie zaistnieje na nim tylko dlatego, że wbija się w niszowy gatunek. To bardzo dobra książka, która wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Ten pisarski debiut byłego piłkarza to literacka ekstraklasa.

* podczas pisania tej recenzji nie ucierpiała żadna figurka z Gwiezdnych Wojen

Krzysztof Baranowski

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.