Ronaldinho. Uśmiech futbolu Recenzja

Ronaldinho. Uśmiech futbolu

5.5

Okładka

Ronaldinho Gaucho. Chyba nie ma na świecie kibica, który nie darzy sympatią tego wiecznie uśmiechniętego wirtuoza piłki nożnej. Jego kolorowy świat został przedstawiony w książce „Ronaldinho. Uśmiech futbolu”.

Luca Caioli, autor przedmiotowej biografii, napisał ją z pozycji osoby trzeciej. Osoby, która ewidentnie podziwia i gloryfikuje byłą gwiazdę Barcelony. Nie odbył z nią jednak żadnej rozmowy, co negatywnie wpływa na finalny kształt pracy. Wszystkie wypowiedzi Ronaldinho pochodzą bowiem z łatwo dostępnych źródeł informacji, takich jak internet, gazety, magazyny. W związku z tym lektura jest uboga w ciekawostki, które nigdy wcześniej nie ujrzały światła dziennego. Bardziej wymagający czytelnik, dysponujący sporą wiedzą na temat Brazylijczyka, może czuć się zawiedziony.

Rozpoczyna się naprawdę obiecująco. Pierwszy rozdział, nazwany „Radość”, tłumaczy tytułowy uśmiech futbolu. Zaraz po nim poznajemy rodzinę Assis Moreira i świat, w którym Ronaldinho stawiał pierwsze kroki. Autor nie bez przyczyny opisuje krewnych Brazylijczyka. Dalsze strony obrazują, jak wielki wpływ na jego życie i karierę mieli właśnie najbliżsi. Tym bardziej za serce chwyta poruszająca historia tragicznej śmierci ojca. Poznajemy tytanową pracę młodziaka z Porto Alegrę przy szlifowaniu swojego piłkarskiego rzemiosła. Dowiadujemy się, w jaki sposób wrodzone wady w przyszłości przeistoczyły się w zalety. Widzimy kilkuletniego chłopca, trenującego godzinami futbolowe sztuczki, by stać się najlepszym na podwórku, w szkole, w klubach, w reprezentacji, na świecie.

Ronaldinho zaczął chodzić, jak skończył dziesięć miesięcy. Jego ojciec, wujkowie i brat rzucali przed nim piłkę, żeby próbował ją kopać. Od tamtej pory nie zostawił jej już nigdy.

Na kolejnych stronach przedstawione zostały kulisy jego debiutów w kadrach młodzieżowych, z których trafił w końcu do dorosłej reprezentacji Brazylii. Przestał być wówczas piłkarzem nieco anonimowym, stając się łakomym kąskiem na europejskim rynku transferowym. Wyścig po wschodzącą gwiazdę światowego futbolu wygrał Paris Saint-Germain. Kwestia przejścia do klubu ze stolicy Francji nie była jednak tak klarowna, jak mogłoby się wydawać, o czym Caioli wspomina dość szczegółowo. Autor opisuje euforię towarzyszącą Ronaldinho po spełnieniu wielkiego marzenia z dzieciństwa, jakim było sięgnięcie po Puchar Jules’a Rimeta na Mistrzostwach Świata w 2002 roku.

W tym momencie książka staje się niestety najzwyczajniej w świecie nudna. Już nie przypomina typowej biografii, a jedynie zwyczajną opowieść o jednej z legend brazylijskiej piłki. I tak przemierzamy drogi z Paryża do Barcelony, z Barcelony na nieudane Mistrzostwa Świata do Niemiec, z Niemiec znów do Barcelony, z Barcelony do Mediolanu, z Mediolanu do Brazylii i Meksyku. Przypominamy sobie wszystkie wzloty i upadki bohatera książki, jego sukcesy osiągane przede wszystkim z Dumą Katalonii, jak również wiele skandali pozaboiskowych, będących nieodłącznym elementem rozpoznawczym piłkarza. Opisy wszystkich tych wydarzeń są jednak mocno niepociągające. Dość powiedzieć, że jeden z najlepszych meczów w historii występów Brazylijczyka w barwach Blaugrany, z Realem Madryt na Bernabeu, został opisany jak sprawozdanie z relacji live, niemal minuta po minucie. To zdecydowanie nie wciąga i nie wprowadza do życia czegoś nowego. Być może bardziej zainteresuje młodych odbiorców, którzy urodzili się w czasach fenomenu Ronaldinho i nie mają prawa pamiętać go na przykład z wtorków i śród z Ligą Mistrzów czy weekendowych starć w LaLiga. Autor wprowadził ponadto dosyć marne zapchajdziury w postaci opisów sztuczek, serwowanych przez jedną z największych „10” w historii Barcy. Do tego w książce znajdujemy krótkie wywiady z jego trzema byłymi trenerami – Luizem Felipe Scolarim, Luisem Fernandesem i Frankiem Rijkaardem.

Abstrahując już od samej treści, po książce widać, że jest nieco niedopracowana. Zdarzają się przecinki zamiast kropek, przejście do nowego akapitu w środku zdania i tym podobne. Sięgając po biografię wielkiego zawodnika, zazwyczaj spodziewamy się fajerwerków, bogactwa treści, całego ogromu ciekawostek. Tego niestety nie ma w książce o Ronaldinho. Nie można powiedzieć, że czyta się ją źle, ale, poza kilkoma dobrymi fragmentami, rozczarowuje.

Dariusz Goliasz

Tekst dodany w ramach współpracy redakcyjnej