Radosław Chmiel: Kibice Liverpoolu byli do tej pory pomijani przez wydawnictwa

Krzysztof Baranowski (Sportowa Książka Roku): Wkrótce Twoje konto tłumacza zostanie powiększone o kolejne tytuły. Mawia się, że praca tłumacza polega na ciągłym podejmowaniu decyzji – to w końcu on decyduje, w jakim stopniu czytelnikowi przedstawiony zostanie oryginał opowieści. Jak przygotowujesz się zatem do tłumaczenia każdej książki?

Radosław Chmiel:  Przede wszystkim najpierw czytam całą książkę, poznaje jej wszystkie smaczki. Teraz zajmuje się biografią, którą stworzył Raphael Honigstein, który jest Niemcem, ale stworzył publikację po angielsku. Świetnie oddał w niej historię Jurgena Kloppa, jest bardzo dobra literacko. Nie jest stricte biografią sportową typu „urodziłem się wtedy i w tym miejscu”, „zrobiłem to i tamto”. Życie głównego bohatera jest oddane bardzo obrazowo i kiedy czytasz tę książkę to widzisz opisywane sytuacje, wszystkie momenty przeżywane przez Kloppa i wszystkich wokół, którzy opowiadają jego historię. To niesamowita, jedna z fajniejszych publikacji, które tłumaczyłem.

KB: – O książce „Bring the noise” jeszcze porozmawiamy, ale na początek chciałem Cię zapytać o inną pozycję, którą już masz w dorobku – autobiografię Stevena Gerrarda, którą tłumaczyłeś w 2015 roku („Steven Gerrard. Autobiografia legendy Liverpoolu„, Wydawnictwo Sine Qua Non, 2015). Moim zdaniem to lektura dość nierówna – raz autor przedstawia kontrowersyjny punkt widzenia na pewne sprawy, raz pewne sprawy przemilcza. Podobnie jest z osądami ludzi piłki nożnej – krytykował El Hadji Dioufa, a niespodziewanie chwalił Jose Mourinho. Po tych kilku latach, od kiedy książka jest na rynku jak na nią patrzysz?

RCh: Czytałem jego pierwszą książkę, która pojawiła się bodajże w 2005 roku i nie była przetłumaczona na język polski, a szkoda, bo była o wiele ciekawsza. Steven skupiał się w niej bardziej na swoim dzieciństwie i na tym jak dochodził do sukcesów z Liverpoolem. Ta druga pozycja była słaba. Tak jak wspomniałeś, oszczędził w niej Jose Mourinho, wręcz napisał do niego „list miłosny” i jak tłumaczyłem tę historię to myślałem sobie: „Steven, serio?”. Zdawało się, że Gerrard ma nadzieję, że chciałby zagrać dla tego trenera w Chelsea, ale nie doszło to do skutku.

KB: Niezbyt udana publikacja, jeśli chodzi o pamiątkę na zakończenie kariery.

RCh: Tak, jak już powiedziałem słaba książka w porównaniu do tej pierwszej. Gdybym ja miał podejmować decyzje wydawnicze to wolałbym zrobić coś takiego, jak brytyjskie wydawnictwo zrobiło z książkami Jurka Dudka, czyli skompilować obie – tę z 2005 i 2015 roku w jeden tytuł.

KB: Cała opowieść skupiała się w niej głównie na dwóch sezonach poprzedzających jej wydanie, nie była zatem typowym podsumowaniem kariery. W zasadzie ciężko powiedzieć, czym tak naprawdę ta książka była.

RCh: Zgadza się.

KB: Ciężko mi jest nawet określić, „co poeta miał na myśli”. To taki bardziej chwyt marketingowy.

RCh: Chyba tak. Takie pokazanie na koniec kariery, że wciąż jest na boisku i ma coś do powiedzenia fanom. Istotny był sam początek książki, opowiadający o tym feralnym poślizgnięciu, ukazujący emocje Gerrarda i to, jak to przeżywał.

KB: To był ciężki moment dla wszystkich fanów Liverpoolu.

RCh: Tak, ale cały czas uważam, że nie była to decydująca sytuacja w kontekście mistrzostwa w tamtym sezonie. Ikona zrobiła błąd, to wszystko. Gerrard znów będąc o krok od mistrzostwa go nie zdobywa. Wracając jednak do tematu książki cieszę się, że mogłem ją przetłumaczyć, bo był to mój pierwszy tak długi materiał, który mogłem przełożyć i pierwsza taka książka na rynku polskim związana ściśle z „The Reds”. Kibice Liverpoolu byli do tej pory pomijani przez wydawnictwa, a to, że zajęła wtedy trzecie miejsce w głosowaniu na Sportową Książkę Roku pokazało, że fani tego klubu to spora grupa na tym rynku.

KB: Zostawmy już Gerrada, przejdźmy do teraźniejszości. Biografia Jürgena Kloppa o której wspomniałeś na początku, to przekład książki „Bring the noise”, nad którym pracujesz dla Wydawnictwa Znak. W brytyjskich zapowiedziach, które czytałem wydawca sugerował, że niemiecki trener musiał trafić na Anfield, bo pasuje tutaj idealnie. Czego możemy spodziewać się po tym tytule?

RCh: Dużo jest w niej informacji na temat tego, jak Klopp-trener się narodził. Wyjaśnia całą otoczkę wokół niego i to, jak przerodził się z piłkarza w szkoleniowca. Bardzo fajna jest historia o początkach Jürgena w Mainz, gdy został poproszony o bycie trenerem, gdy klub miał problemy z obsadzeniem tego stanowiska. Działacze uznając, że zawodnicy są niedotrenowani chcieli zrobić coś spektakularnego i wtedy narodził się pomysł, aby jeszcze wtedy grający, bliski końca swojej kariery piłkarz stanął na czele drużyny. Klopp kształcił się w kwestiach taktycznych i to zamiłowanie jeszcze z czasów gry wpłynęło wydatnie na jego postrzeganie gry. U poprzedniego trenera zdarzało się zresztą, że nie grał bo kwestoniował jego decyzje i był w tym bardzo głośny. Ale ciekawostką jest też to, jakie Klopp ma poglądy polityczne, które bardzo dobrze odwzorowują jego charakter. Potrafi być z jednej strony kumplem zawodników, potrafi ich złapać za kark i przytulić, ale jeśli nie wykonujesz tego, czego od Ciebie wymaga to staje się ostrym profesorem i karci. Ma fajne ojcowskie podejście.

KB: Książka nie ma z tego co wiem typowego, chronologicznego układu.

RCh: Tak, to jest bardzo fajne w tej książce. Gdy spotkałem się z Honigsteinem po jednym ze spotkań autorskich mówiłem mu właśnie, że nie zrobił tego, co zwykle robią autorzy książek sportowych. Skaczemy po różnych etapach kariery Kloppa, a jednocześnie to wszystko składa się w spójną całość. Czyta się to od deski do deski, chłonie się ją bardzo szybko.

KB: Druga publikacja, którą tłumaczysz, to historia Liverpoolu wydana na 125-lecie klubu na zlecenie Wydawnictwa Arena. O niej nie wiemy zbyt wiele, bo nawet w internecie nie ma jej szerszych opisów. Co to będzie – coś w rodzaju albumu, zdjęcia zawodników, ich biografie?

RCh: Przede wszystkim w książce nie ma żadnych zdjęć. To nie jest żaden album, tylko 464 strony czystego tekstu, podzielonego na – niespodzianka – 125 rozdziałów. Koncepcja jest bardzo fajna, bo są one króciutkie – około półtorej, dwie strony A4 każdy po przetłumaczeniu – i są to historie alternatywne. Autorzy od razu zaznaczyli, że historia Liverpoolu została opowiedziana już wiele razy i nie skupiali się na typowej opowieści, która jest dostępna w internecie. To nie są suche fakty, wskazujące co i kiedy wygrał klub, czy w jakich rozgrywkach występował. To nie jest też historia tułaczki po niższych ligach i przyjścia wielkiego Billa Shankly`ego, które odmieniło zespół. Owszem, jest to zawarte, ale w zupełnie niespodziewanej otoczce.

KB: Przytoczysz jakąś przykładową?

RCh: Z fajniejszych, która najbardziej zapadła mi w pamięć, to jeden z ostatnich rozdziałów o Billym Liddellu. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych strzelców „The Reds” i jednocześnie abstynent.

KB: Niespotykane wśród dawnych brytyjskich piłkarzy.

RCh: Zarząd chcąc uhonorować jego zasługi i to, że rozegrał wiele meczów w koszulce Liverpoolu w latach 50., przygotował dla niego prezent. Tym prezentem był… barek alkoholowy. Straszne faux pas przez nich popełnione, nie pierwsze zresztą w stosunku do tego piłkarza, ale to właśnie jedna z historii, których w sieci nie ma, bo zostały przekazane przez ludzi, którzy byli ich świadkami.

KB: Szykuje się zatem świetna lektura. Kiedy możemy spodziewać się jej na rynku?

RCh: Obie książki, które tłumaczę ukażą się pewnie jesienią, po mistrzostwach świata.

KB: Rozmawialiśmy o dwóch pozycjach. Jakieś jeszcze nowe tłumaczenia jawią Ci się na horyzoncie?

RCh: Prawdopodobnie będę tłumaczył jeszcze jakąś książkę dla Wydawnictwa Arena. W ogóle nawiązanie współpracy z Tomkiem Gawędzkim (dyrektor wydawnictwa – przyp. red.) to świetna historia.

KB: Wielki fan Liverpoolu.

RCh: Dokładnie. Byłem w Polsce na urlopie i będąc w Warszawie udzieliłem kilku wywiadów, odnośnie tego, co robię w klubie. Wracając do swojego rodzinnego miasta, do Rzeszowa, Tomek napisał do mnie na Facebooku. Wysłał mi ankietę dla tłumaczy i przez pięć godzin drogi rozmawialiśmy o różnych rzeczach, a gdy dowiedziałem się, że jest kibicem „The Reds”, podrzuciłem mu pomysł wydania książki o historii klubu. Rozmawialiśmy też o kilku innych publikacjach, które można przypuszczać, że rynek przyjmie. Gdy spotkaliśmy się osobiście w Krakowie przy okazji mojej wizyty w akademii Jurka Dudka to wiedziałem, że to będzie owocna współpraca, bo – mówiąc kolokwialnie – wytworzyła się między nami odpowiednia chemia. Zaczęliśmy rozwijać kolejne tematy, a kilka tygodni później Tomek był u mnie w Anglii. Dograliśmy wówczas szczegóły wydania tego tytułu.

Rozmawiał Krzysztof Baranowski
Skomentuj: