On, Strejlau Recenzja

On, Strejlau

8.1

Okładka

Mało jest takich książek na rynku polskiej literatury sportowej, na które czekają wszyscy, bez wyjątku. Taki status miała właśnie jedna z ostatnich publikacji wydanych przez Wydawnictwo Sine Qua Non. „On, Strejlau” wywoływał niezliczone dyskusje zaraz po pierwszych zapowiedziach, wywoływał je również tuż po nieformalnej premierze.

Książka ta jest wywiadem-rzeką przeprowadzonym z Andrzejem Strejlauem przez Jerzego Chromika – człowieka, który prawdopodobnie posługuje się słowem najlepiej ze wszystkich znanych mi dziennikarzy. Oficjalnie ukaże się ona w księgarniach w połowie listopada, jednak można było ją przedpremierowo nabyć już podczas krakowskich Targów Książki, które niedawno się zakończyły. To tyle, jeśli chodzi o kwestie formalne.

Jak słusznie współautor zaznacza we wstępie, książka ta powinna powstać w kooperacji z Jackiem Gmochem, gdzie zarówno on, jak i Andrzej Strejlau dostaliby po pół kartki i weryfikowaliby stawiane przez siebie tezy. W „On, Strejlau” Gmocha jest sporo, ze względu na urazy, jakie żywią do siebie legendy polskiego futbolu. Książka Wydawnictwa Sine Qua Non ma jednak jedną ważną zaletę, która powiązana jest z osobą głównego bohatera. W „Najlepszym trenerze na świecie” autorzy rozmowy poddali się Gmochowi całkowicie przyjmując przedstawiane przez niego wersje wydarzeń, co czasem przybierało groteskową formę (o czym pisałem w recenzji). Strejlau nie jest człowiekiem, który pisze bajki, więc punktuje „Najlepszego trenera na świecie” raz za razem.

 

Co jest największą siłą tej publikacji? To, że czyta się ją bardzo dobrze. Czuć między rozmówcami koleżeńską chemię – wymieniają między sobą uszczypliwości, czasem w nieoczywisty sposób sobie zażartują, ironizując na temat otaczającego nas świata. Mimo wszystko jestem trochę rozczarowany, bo ta przyjazna więź sprawiła, że Jerzy Chromik nie dociska czasem swojego rozmówcy na tyle, aby rozwinąć wątki potraktowane po macoszemu. Ciężko powiedzieć, jakich informacji oczekiwałbym więcej. Po prostu po ostatniej stronie książki czułem, że czegoś mi brakuje. Choć Strejlau jest z pewnością Twitterowym fenomenem, raczej zrezygnowałbym też z tworzenia całego rozdziału z jego tweetów oraz tweetów o nim.

Nie wykluczam, że wpadłem w pułapkę własnych oczekiwań, podsycanych przez zapowiedzi i ogólne zainteresowanie tym tytułem. Oczekiwałem sam nie wiem czego, przez co sam nie wiem, dlaczego czegoś mi w niej brakowało. Większość czytelników, z którymi rozmawiałem na jej temat, chwali tę opowieść. Na pewno jest warta przeczytania – to nie ulega żadnym wątpliwościom. I z tym was zostawię.

Krzysztof Baranowski
.