Motobiografia na pełnych obrotach

Guy Martin. Motobiografia

6.1

Motobiografia na pełnych obrotach

Motobiografia na pełnych obrotach
Okładka

Okładka

Nigdy nie pomyślałabym, że mechanik ciężarówek może napisać autobiografię. Taką prawdziwą, do wydania, a nie do szuflady. Taką, którą ludzie będą z chęcią czytać. Życie jednak zaskakuje, bo oto dziś recenzja właśnie takiej książki. Oczywiście autor nie jest zwykłym mechanikiem. To Guy Martin, gwiazda wyścigów motocyklowych, a także prezenter telewizyjny.

„[…] kompletne szaleństwo na punkcie motocykli oraz to, że kochałem nad nimi pracować równie mocno, co nimi jeździć. Jeśli nie bardziej.”

Z pewnością już sama jazda na motocyklu oraz udział wyścigach stanowią pierwszorzędny temat na książkę. Jednak fakt, że Martin tak jak każdy normalny człowiek ma etatową pracę, którą łączy ze sportem sprawia, że ta historia staje się ciekawsza i bardziej inspirująca. Anglik pomimo młodego wieku wiele już przeżył, prowadzi intrygujące życie i zdecydowanie ma, o czym opowiadać.

„Uwielbiam się ścigać na motocyklach, ale nigdy nie widziałem w tym sposobu na życie.”

Guy Martin w „Motobiografii” pozwala poznać samego siebie. Opowiada o dzieciństwie, swoich korzeniach i rodzinie. O motocyklach, torach, rywalach, wypadkach. I o ciężarówkach rzecz jasna. Przytacza mnóstwo interesujących historii. Nie skupia się jedynie na życiu zawodowym, ale dzieli się z czytelnikiem także sferą prywatną, co niewątpliwie jest sporą zaletą jego wspomnień.

„Przekraczanie swojego maksimum nie oznacza od razu wypadku, ale to już kuszenie losu.”

Sięgając po tę książkę dowiecie się czy Guy miał wrodzony talent do jazdy motocyklem, jaki silnik był pierwszym, który stuningował, jakie prace wykonywał by zarobić pieniądze na ściganie oraz jak zakończył się jego wyścigowy debiut. Przeczytacie, co przyciągało go do wyścigów ulicznych, czy kiedykolwiek oszukiwał podczas wyścigu, które wypadki najbardziej zapadają mu w pamięć, jakie zaburzenia zdiagnozował u niego psychiatra, a także jak wpływa na niego śmiertelny wypadek przeciwnika.

„[…] nie boję się śmierci, ale gdybym miał zginąć, to chciałbym, aby stało się to na okrążeniu z rekordowym czasem i podczas walki o zwycięstwo.”

Martin zdradza, od którego momentu nie chciał robić nic innego, tylko się ścigać, a jednocześnie wyjaśnia, dlaczego nie rzucił pracy mechanika ciężarówek. Wyznaje, po którym sezonie startów jego ojciec po raz pierwszy podzielił się z nim swoim wyścigowym doświadczeniem.

„Jazda traci sens, gdy ktoś każe ci jechać ostrożnie.”

Ta książka to obowiązkowa pozycja nie tylko dla fanów Martina, ale także motoryzacji. W książce znajdziecie, bowiem nie tylko wspomnienia z życia Anglika. Guy wyjaśnia, co się kryje za nazwami klas i kategorii dotyczących wyścigów. Dzięki niemu odkryjecie, dla jakiego sprzętu w świecie wyścigów ulicznych zarezerwowane jest określenie „duże motocykle”. Przeczytacie także, który tor niektórzy określają, jako klaustrofobiczny ze względu na ciasno otaczające go skarpy i drzewa, czy też, który wyścig bezlitośnie obnaża słabe strony silnika.

„[…] zawsze najwięcej znaczyła dla mnie frajda płynąca za ścigania się po ukochanych torach.”

Książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością, nawet, jeśli jest się kobietą i o motoryzacji nie ma się większego pojęcia. Wspomnienia Martina po raz kolejny potwierdziły moje przekonanie, że po autobiografię warto sięgnąć zawsze, również wtedy, gdy nie posiada się większej wiedzy z dziedziny, której lektura dotyczy.

„Zrozumiałem, że sam fakt przycieraniem kolanem o asfalt na zakrętach nie oznaczał, że jestem szybki.”

Na koniec chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na pomysłowość Wydawnictwa Sine Qua Non. Czasem polskie tytuły filmów, czy też książek nie oddają oryginalnej nazwy albo nie przykuwają specjalnie uwagi. W tym przypadku stworzono bardzo ciekawe słowo – motobiografia – idealnie pasujące do autobiografii motocyklisty. Brawo za kreatywność!

„Nie zastanawiałem się, czy się rozbiję, ale kiedy to się stanie i jakie będą skutki…”

Anna Hombek