Moja Legia. 23 lata za kulisami największego klubu w Polsce Recenzja

Moja Legia. 23 lata za kulisami największego klubu w Polsce

6.6

Okładka

W sporcie, zwłaszcza w piłce nożnej, najpiękniejsze jest to, że prócz wyników, aktualnej formy sportowej, czy bieżącego funkcjonowania klubów kluczową rolę w ich postrzeganiu stanowi historia. Kibice żyją bezgraniczną miłością do swoich zespołów, które oświetla blask legend, dających radość kolejnym pokoleniom. Mimo, że Wojciech Hadaj piłkarzem nie był, jego 23-letnia praca dla warszawskiej Legii sprawia, że można mówić w jego kontekście jak o legendzie tej drużyny.

Pod koniec października za sprawą Oficyny 4eM na rynku polskiej literatury sportowej pojawiła się książka „Moja Legia. 23 lata za kulisami największego klubu w Polsce”, której autorem jest Wojciech Hadaj – zwolniony na początku 2018 roku wieloletni spiker stołecznej ekipy. Stworzona przez niego publikacja zapowiadana była, jako obalająca mity o piłkarskim świecie, nierzadko pełnym nieudaczników, czy przepłaconych gwiazd.

 

Gdybym napisał, że Hadaj nie gryzie się w język, to w tę recenzję wkradłaby się pewna nieścisłość. Autor książki nie stchórzył, jak twórcy innych publikacji – jeśli chce coś komuś zarzucić, nie pisze – chociażby tak, jak Gmoch – że była taka i taka sytuacja, ale nie zdradza z czyim udziałem. Hadaj opisuje konkretne zdarzenia, podając miejsca, nazwiska i funkcje opisywanych osób. Co najważniejsze, nie są to sprawy błahe, sztucznie poszerzające „Moją Legię”, tylko faktycznie opowieści obnażające nieudolność prezesów, piłkarzy, czy innych pracowników klubu. Obśmiewa butę, głupotę, ślepe podążanie za beznadziejną modą, czy inne aspekty codziennej egzystencji na klubowych korytarzach. Atakuje plotkarzy i lizusów. Opowiada o wizytach piłkarzy w domach publicznych. Jednocześnie nie brakuje w jego wspomnieniach osób, które chwali za profesjonalizm i zdrowe podejście do życia. Sposób, w jaki Hadaj rozprawia się z całym „światem” jest największym atutem tego tytułu.

Niestety, wszystkie te historie opakowane są w mierny sposób. Książkę, zwłaszcza na początku, czyta się dość ciężko. Brakowało przy jej tworzeniu sprawnej ręki redaktora, bowiem „Moja Legia” literacko jest dość przeciętna. Wychodzi z niej małe doświadczenie autora związane ze słowem pisanym, a potrójne wykrzykniki, czy znaki zapytania są irytujące, jak na blogach nastolatek. Nie popisała się również korekta, która przepuściła sporo błędów technicznych (jak urwane litery na końcu słów), jak i – małe, bo małe, ale jednak – błędy merytoryczne (rozprawa o rodzinie Żewłakowów). Gdyby nie to, że wewnątrz znaleźć można naprawdę ciekawe historie, pewnie nie dotrwałbym do końca.

Jako się rzekło, „Moja Legia” to dobra publikacja pod kątem treści, z może nie fatalną („sam jesteś fatalny!„), ale dość słabą warstwą techniczną. Co najważniejsze, nie jest to tytuł wyłącznie dla kibiców Legii, chociaż zdaję sobie sprawę, że przez okładkę i postać głównego bohatera trafi głównie do nich.

Krzysztof Baranowski