Leszek Orłowski: „W książce należy zastanowić się dlaczego coś się działo, a nie opisywać krok po kroku jak to się działo”

Wywiad z autorem książek o hiszpańskich klubach piłkarskich

Leszek Orłowski na Targach Książki w Krakowie / fot. Krzysztof Baranowski

Leszek Orłowski, dziennikarz komentujący mecze dla telewizji Canal+Sport jest autorem serii książek o hiszpańskich klubach piłkarskich. Rozmawialiśmy z nim m.in. o napisanych przez niego publikacjach i planach na najbliższą literacką przyszłość.

Krzysztof Baranowski, Sportowa Książka Roku: – Jest Pan ekspertem od hiszpańskiego futbolu, który postanowił poruszyć temat dwóch najbardziej wyeksploatowanych tematycznie klubów piłkarskich w literaturze, czyli FC Barcelony i Realu Madryt. Wybór tych właśnie klubów był Pana pomysłem, czy wynikał z zapotrzebowania wydawcy?

Leszek Orłowski: – To był mój pomysł. Oczywiście książek o Realu i Barcelonie jest dosyć dużo, natomiast ani w Polsce, ani na rynku hiszpańskim nie było publikacji opisujących ostatnie lata, analizujących przyczyny sukcesów Realu, Barcelony i Atletico, o którym teraz piszę. W XXI wieku wychodziły raczej biografie poszczególnych piłkarzy oraz dzieła opisujące całą historię tych klubów, tak jak książka Relano („Barça vs. Real. Wrogowie, którzy nie mogą bez siebie żyć„, Alfredo Relano, Wydawnictwo SQN, 2015 – przyp. red.). Brakowało natomiast pozycji o tych znakomitych przecież dla Realu i Barcelony latach ostatnich, a kluby te zasługiwały na to, aby spojrzeć na dzieje ich sukcesów i przeplatających te sukcesy porażek.

W 2015 roku stacja, w której pracuję, czyli Canal+Sport straciła prawa do pokazywania rozgrywek ligi hiszpańskiej, którą komentowałem przez kilkanaście lat. Pewien etap w moim życiu się zakończył, chociaż mam nadzieję, że jedynie przerwał. Miałem przeczucie, że wielu rzeczy nie powiedziałem o tych wielkich klubach. Przygotowując się do meczów, które komentowałem, tudzież pisząc artykuły do „Piłki Nożnej” zebrałem mnóstwo materiału. Odniosłem również wrażenie, że wiele spraw bieżących oceniałem źle, nie mając dostatecznej wiedzy, która pojawiała się w skutek ujawniania później różnych informacji. Chciałem zmierzyć się z tymi tematami patrząc na najnowsze dzieje wszystkich tych trzech klubów z dalszej perspektywy.

KB: Trzecim jest właśnie wspomniane Atletico.

LO: Tak, ta książka jest już w zasadzie gotowa. Analizując te wszystkie dane i wiedzę na temat zakończenia poszczególnych sezonów, konfrontując je z literaturą, która dotychczas się ukazała uznałem, że skoro nie ma takich pozycji, to szkoda byłoby zaprzepaścić tak duży materiał, który zebrałem. Można zatem te trzy książki potraktować jako podsumowanie pewnego etapu w moim życiu zawodowym.

KB: Wspomniał Pan o obszerności zebranego materiału. Gdy przygotowanie książek zmierzało ku końcowi pojawiał się moment, w którym trzeba było skrócić ich projekty, bo miejsca na wszystkie historie było zbyt mało? Jak wybrnął Pan z sytuacji, w której publikacja okazywała się zbyt wąska, aby zmieścić w niej wszystko, co wydawało się istotne?

LO: Trzeba pragmatycznie podchodzić do dzieła. Selekcjonowałem dosyć ostro posiadany materiał – o samej Barcelonie mógłbym napisać w trzech tomach – ale to byłoby bez sensu, bo nie chodzi o to, aby mecz po meczu śledzić historię klubu, tylko starać się ująć w nim jakiś trend, czy podjąć się próby jakieś generalizacji. W książce należy zastanowić się dlaczego coś się działo, a nie opisywać krok po kroku jak to się działo. Sam założyłem pewne ramy swojej pracy, żeby to miało sens, było strawne dla czytelnika, akceptowalne dla wydawnictwa i żebym nie pisał jednej książki pięć lat, bo byłoby to bez sensu. W momencie jej premiery dotyczyłaby już przysłowiowego zeszłorocznego śniegu.

KB: Czytając książkę o Barcelonie („Barca. Złota dekada„, Wydawnictwo SQN, 2016) odniosłem wrażenie, że często cytował Pan autobiografię Xaviego. Czy innymi publikacjami też się Pan inspirował przy pracy nad nią?

LO: Wystarczy spojrzeć na bibliografię zawartą na końcu książki – autobiografia Xaviego nie była jakimś źródłem ważniejszym od pozostałych. Czytałem biografie, które ukazały się w Polsce i w Hiszpanii. Wielu rzeczy się z nich dowiedziałem, znalazłem w nich sporo cennych uwag i spostrzeżeń, więc cytowałem je, aby ta książka była jak najlepsza i jak najmocniej dotykała istoty rzeczy. Nie odnoszę wrażenia, że autobiografia Xaviego była dla mnie podstawowym źródłem – dla przykładu jeden z rozdziałów oparty jest przecież w dużej mierze na książce Andresa Iniesty.

KB: Przejdźmy zatem do drugiej Pana książki, poświęconej Realowi Madryt („Real Madryt. Królewska era Galacticos„, Wydawnictwo SQN, 2017). Jest w niej kilka ciekawych spostrzeżeń, m.in. to, że chociaż Luis Figo pomógł Florentino Perezowi wygrać wybory prezydenckie, ten nie poważał go jako człowieka, bo sprzedał swój honor za pieniądze, odchodząc z Barcelony. Śmiała teza.

LO: W Hiszpanii bardzo dużą wagę przywiązuje się do caballerismo (w dosłownym tłumaczeniu oznacza „rycerskość” – przyp. red.). Zwłaszcza Real Madryt chce się kreować na klub hołdujący tej wartości. Podtrzymuję w całej rozciągłości swoją tezę. Dowodzi jej to, że Luisa Figo nie ma na meczach Realu, nie jest na nie zapraszany, a wszystkie dawne gwiazdy od czasu do czasu się na nich pojawiają: Ronaldo, Raul czy Roberto Carlos, który bywa na trybunach permanentnie. Zinedine Zidane to znów swego rodzaju miłość Pereza, zresztą całkowicie uzasadniona, biorąc pod uwagę jego wyniki trenerskie. Myślę, że obok Figo tylko David Beckham jest takim piłkarzem, z którym Florentino Perez nie związał się uczuciowo w żaden sposób. Jednego i drugiego traktował on wyłącznie jako instrument do osiągnięcia celów. Perez skorzystał z okazji, jaką była możliwość „wykradzenia” Portugalczyka Barcelonie, natomiast nie jest to zawodnik, jakiego ceniłby jako człowieka.

Skomentuj: