Książka, jakiej dawno nie było

Okładka

Do wszystkich książek czynnych sportowców, czy to piłkarzy, czy przedstawicieli innych dyscyplin, podchodzę sceptycznie. Rynek literatury sportowej – nie tylko polskiej – nauczył nas, że często tego typu biografie są wtórne, mało wartościowe i dyplomatyczne, nie zdradzające w zasadzie żadnych sekretów zza kulis wyczynowego sportu. Życie lubi jednak zaskakiwać.

Pierwszy raz o autobiografii Mesuta Oezila pisałem w sierpniu zeszłego roku, przytaczając informacje Mateusza Święcickiego z Twittera, który chwalił ją za sporą ilość anegdot i ciekawych historii. Zanim publikacja została zapowiedziana w Polsce, ukazała się w języku angielskim i niemieckim. Teraz, za sprawą Wydawnictwa Sine Qua Non, 9 maja będzie ona miała swoją premierę w naszym kraju.

Podróż przez życie tego piłkarza rozpoczyna się wstępem, który w pełni oddaje niestabilność jego relacji z najważniejszym trenerem w jego karierze – Portugalczykiem Jose Mourinho. Oezil przytacza bowiem sytuację, jaka miała miejsce w przerwie jednego ze spotkań ligowych, gdy w szatni szkoleniowiec zrugał go bez ogródek przy reszcie zespołu. Te cztery magiczne ściany, dla kibiców mityczne – każdy chce bowiem odwiedzić miejsce, gdzie do meczu przygotowują się jego ulubieńcy – dla Oezila stały się ringiem, w którym musiał zmierzyć się z niesprawiedliwym – tak mu się wtedy wydawało – wyrokiem. Tymczasem to Mourinho był powodem, dla którego główny bohater opowieści trafił do Realu. Nie zdecydował się na klub, tylko na trenera. Historia tej burzliwej relacji szczegółowo wyjaśniona jest w jednym z późniejszych rozdziałów.

Mocną stroną opowieści Oezila jest to, że w przeciwieństwie do książek swoich kolegów po fachu, po pierwsze – nie omija tematów trudnych, po drugie – te, które porusza, nie są sztampowe.

Już po opisie dzieciństwa, gdy trafił z Turcji do Niemiec widać, że ta książka nie będzie nudna. Dorastanie młodego emigranta nie może być łatwe w żadnym, nawet najbardziej tolerancyjnym kraju i tak też było z młodym Mesutem. I nie chodzi wyłącznie o faworyzowanie w drużynach młodzieżowych słabszych od niego Niemców, ale również codzienną egzystencję. „Gramatyka była katastrofą, o ile nie kataklizmem. Wypracowania przez długi czas pisałem bez kropek i przecinków. Gdy nauczyciel zwracał mi sprawdzoną pracę, ogarniała mnie frustracja – wszędzie tylko czerwony i czerwony, wszędzie poprawki, wszędzie „F”, czyli Fehler„.

Swoje miejsce ma tutaj również słodko-gorzko relacja z Schalke 04 – klubem, do którego wcale trafić nie musiał i później z którego wcale tak szybko nie musiał odchodzić. Najpierw, dzięki determinacji Norberta Elgerta trafił do Gelsenkirchen, gdzie rozwinął swój talent, a później, dzięki determinacji Mirko Slomki musiał ten klub równie błyskawicznie opuścić. Abstrahując jednak od miejsc, w których przyszło mu grać, otwarcie przyznaje, że czuje radość, gdy myśli o piłkarskiej emeryturze. Dla profesjonalnego piłkarza każdy dzień jest taki sam – albo idzie się na trening, albo gra mecz. Później wraca do domu i tak mija dzień za dniem, bo rozpoznawalność nie pozwala mu nawet na spokojne zwiedzanie miasta. Można uznać, że ten „dyskomfort” rekompensowany jest przez wielkie pieniądze, jakie zarabiają piłkarze, ale Oezil nie boi się otwarcie powiedzieć, co myśli i jest to bardzo mocną stroną tej książki.

Jeśli już mowa o pieniądzach, Niemiec przyznaje, że futbol stał się biznesem niezdrowym. Dla niego żaden piłkarz, nieważne jak popularny, nie jest wart stu milionów euro. Z pewnością jest to pokłosie postrzegania pracy jego matki, do której ma ogromny szacunek. Przyznaje wręcz w jednym z rozdziałów, że jest to dla niego trudne do zrozumienia i nigdy nie powie, że ciężko pracuje, gdy widzi jak ona musiała zarabiać na chleb.

Nie skłamię, jeśli napiszę, że gdybym chciał wymienić wszystkie ciekawe anegdoty z tej książki, to musiałbym zacytować jej niemal każdą stronę. Choć czasem zdarzają się w niej delikatne fabularne przestoje, „Magia gry” – bo taki będzie jej tytuł – to publikacja niezwykle szczera i wartościowa. Dziennikarz pomagający spisać wspomnienia Oezila wyciągnął z niego wiele informacji, a sam zawodnik jawi się jako bardzo inteligentny, twardo stąpający po ziemi człowiek. Dawno nie było tak dobrej autobiografii czynnego sportowca na polskim rynku literatury sportowej. Jak tylko publikacja będzie dostępna w sprzedaży, nie zastanawiajcie się – nie ma nad czym.

Krzysztof Baranowski

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.

Skomentuj: