James Montague: „Jak teraz patrzę na piłkę nożną? Z trudem”

Klub miliarderów. Jak bogacze ukradli nam piłkę nożną

9.2

James Montague: „Jak teraz patrzę na piłkę nożną? Z trudem”

James Montague, a właściwie James Piotr Montague, to urodzony w Wielkiej Brytanii dziennikarz i pisarz. W maju na polskim rynku literatury sportowej ukaże się tłumaczenie jego ostatniej książki – „Klub miliarderów”. I już wiem, po rozmowie  z nim, że to musi być świetna publikacja!

Okładka

„Klub miliarderów. Jak bogacze ukradli nam piłkę nożną” to opowieść o tym, jak sport, który był kiedyś wspaniałą grą, w której wygrywał lepszy, stał się piaskownicą, gdzie zabawki mają wyłącznie obrzydliwie bogaci – oligarchowie ze Wschodu, szejkowie, czy członkowie królewskich rodzin. To oni kupują najsłynniejsze kluby i wydają krocie na ściąganie do siebie wielkich gwiazd.

Montague, mający 38 lat na karku ma już w świecie literatury sportowej sporą renomę. Za swój debiut – „When Friday Comes: Football in the War Zone” – czyli reportaż o wpływach polityki na piłkę nożną na Bliskim Wschodzie, otrzymał wyróżnienie „Best New Witer” w roku 2009 w plebiscycie British Sports Book Awards. Również druga jego publikacja – „Thirty One Nil: On The Road With Football’s Outsiders, a World Cup Odyssey” – przyniosła mu nagrodę, w postaci tytułu najlepszej piłkarskiej książki 2015 roku, w tym samym plebiscycie.

Wydany pierwotnie w czerwcu 2017 roku „Klub miliarderów” pojawi się w Polsce w maju za sprawą Wydawnictwa Znak. Aby poznać więcej szczegółów tej ciekawie zapowiadającej się lektury, skontaktowałem się z jej autorem. Żałuję, że mogliśmy zamienić tylko parę słów , bo James okazał się świetnym rozmówcą.

Krzysztof Baranowski, Sportowa Książka Roku:   – Czytając polskie informacje prasowe odniosłem wrażenie, że książka porusza zwłaszcza kwestie dotyczące piłkarskich mistrzostw świata. O czym więc ona jest? To pewnie inna publikacja, niż „Brudna piłka” Rafaela Buschmanna i Michaela Wulzingera.

James Montague: – Jest o chciwości, pieniądzach i o tym, jak „superbogacze” używają tej gry do własnych celów. A ma to też wpływ na Mundial w Rosji. „Klub miliarderów” to dość szerokie spojrzenie na to, jak postępują najbogatsi ludzie na świecie – głównie mężczyźni – oraz o ich ofiarach podczas ich dochodzenia do władzy i bogactwa. W pewnym sensie wszystko zaczęło się od upadku komunizmu i Związku Radzieckiego. Wprowadzono nowy, neoliberalny ład gospodarczy oparty na prywatyzacji i deregulacji, który umożliwił plądrowanie wielkich bogactw w Europie Wschodniej. Superbogaci milionerzy stawali się miliarderami, a niektóre z tych pieniędzy zostały przeniesione do innej branży, która przechodziła własną rewolucję – piłki nożnej. Kluczową postacią jest tutaj Roman Abramowicz – pierwszy obcokrajowiec, który zainwestował w duży angielski klub, nie mając absolutnie żadnego interesu, aby czerpać z tego zyski. Postanowiłem więc spojrzeć na inne „rosyjskie” pieniądze wpadające do tej gry i w jaki sposób figury pokroju Abramowicza, czy Usmanowa są powiązane z Putinem oraz jak radzi on sobie z demontażem społeczeństwa obywatelskiego. Ostatecznie, jak wygrał licytację o organizację Mundialu w 2018 roku – wszystko jest ze sobą połączone, nawet mistrzostwa świata.

KB:  Ostatnio coraz więcej książek poświęconych jest pieniądzom w futbolu. Jakie jest Twoje spojrzenie na ten sport po napisaniu książki?

JM:  Największym szokiem było to, jak wielu z tych ludzi postępuje niemoralnie, ale jednocześnie transparentnie. Weźmy Stana Kroenke z Arsenalu. To prawie komiczny złoczyńca. Byłem w St. Louis, gdzie był odpowiedzialny za likwidację lokalnej drużyny NFL i przeniesienie jej do Los Angeles. To było absolutnie bezwstydne i zdradzieckie, ale gdy można było zarobić trochę więcej pieniędzy gdzie indziej, absolutnie mu to nie przeszkadzało. Podobne relacje panują między Manchesterem City i szejkiem Mansourem. W efekcie, klub jest finansowany przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, bo Mansour jest w rządzie. Powszechne są tam przypadki łamania praw człowieka, brak demokracji i system ekonomicznego apartheidu przeciwko ludności imigranckiej, która stanowi 80% obywateli. Najbardziej szokującą rzeczą było zaś odwiedzenie pracowników w Bangladeszu, którzy twierdzili, że są torturowani, a następnie deportowani do projektów budowlanych związanych z osobami ze środowiska Manchesteru City. Ci załamani mężczyźni i Manchester City dominują w Premier League. Moim zdaniem, nie powinniśmy rozdzielać tych dwóch spraw.

KB:  Biorąc pod uwagę Twoje wcześniejsze słowa i recenzje angielskiej wersji, jakie znalazłem w sieci, mam kilka spostrzeżeń, o czym jest „Klub miliarderów”: przede wszystkim wielkie pieniądze psują futbol, a właściciele wielkich klubów nie postępują moralnie i etycznie. Czy mam rację?

JM:  Chyba tak. Są oczywiście różne odcienie szarości. Rodzina Glazerów wykorzystywała ryzykowne instrumenty finansowe do kupienia Manchesteru United bez wykorzystania dużej części własnej gotówki. To szalejąca komercjalizacja i jej kapitalizm w najgorszej postaci. Ale Abramowicz i Usmanow to ludzie, którzy ograbili zasoby państwowe. Do tego nadużycia praw człowieka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze. Albo niektóre z podejrzanych postaci wyłaniających się z Chin. Jedno, co odkryłem to fakt, że prawie każdy skrzywdził kogoś w drodze na szczyt. Kiedy wpadłem na pomysł tej książki, natknąłem się na cytat z francuskiego pisarza Balzaca. Przynajmniej tak myślałem. Później okazało się, że został użyty jako epigraf do pierwszej części „Ojca Chrzestnego”: „Za każdą wielką fortuną kryje się zbrodnia”. To był mój punkt wyjścia.

Jak teraz patrzę na piłkę nożną? Z trudem. Świat staje się bardzo nierówny. Rośnie nacjonalizm. Wypracowane rozwiązania z przeszłości są niszczone przez dominację korporacji, które są tak potężnymi „rządami”, że te nie są w stanie im sprostać. A wszystko to rozgrywa się w grze, którą kocham. Nie mogę cieszyć się Manchesterem City i Pepem. Trudno jest oglądać Inter lub AC Milan. PSG tak samo. Wszystko związane jest z Ligą Mistrzów. Wolę teraz obszar, który jest trochę chroniony przed tymi koncernami, czyli międzynarodową piłkę nożną. Moja ostatnia książka – „Thirty One Nil” – poświęcona była małym reprezentacjom, któe próbowały zakwalifikować się do Mundialu w Brazylii. To o wiele bardziej budująca lektura. Chociaż FIFA jest częścią problemu, to nadal możesz znaleźć w tej grze coś, w czym się zakochałem. To nie znaczy oczywiście, że żałuję napisania „Klubu miliarderów”. Tak właśnie wygląda świat.

Zaintrygowało mnie również drugie imię mojego rozmówcy. Czy „Piotr” oznacza, że autor książki jest związany z Polską?

– W rzeczy samej. Moja matka jest Polką. Dorastała na warszawskiej Pradze i opuściła Polskę, gdy miała 27 lat. Język polski był moim pierwszym językiem, chociaż kiedy chodziłem do szkoły, skarżyłem się jej, że wszystkie dzieci się ze mnie śmieją, bo nie potrafiłem dobrze mówić po angielsku. Teraz mój polski jest na poziomie pięcioletniego dziecka, ale prawdę mówiąc, mogłem otrzymać to imię, jako pierwsze. Mama jednak tak się martwiła, że zostanę odrzucony, jako inny, że w ostatniej chwili zdecydowała inaczej. W Essex w latach 80. było niewielu Polaków. W zasadzie w ogóle obcokrajowców, którymi my również byliśmy. Wiele pasów startowych dla pilotów Spitfire`ów w czasie drugiej wojny światowej znajdowało się w tym mieście, więc gdy raz w miesiącu chodziliśmy na polską mszę, było tam pełno starszych mężczyzn – byłych pilotów i żołnierzy Armii Krajowej. Pamiętam ich medale i mundury. I ich smutek, gdy wszyscy byli na wygnaniu. Byliśmy tam jedynymi dziećmi i sprawiało im to radość, widząc mnie i moją siostrę – z blond włosami, mówiącą po polsku. To była umierająca społeczność. A teraz w Wielkiej Brytanii są 2 miliony Polaków i polski sklep na każdym rogu. W latach 80., mama musiała napełnić swój bagaż Wyborową, kiełbasą i korniszonami, gdy wracała do domu. Teraz możesz znaleźć je wszędzie! Jestem bardzo dumny z moich polskich korzeni, choć czasem było ciężko, gdy Anglia i Polska trafiały na siebie w tych samych grupach kwalifikacyjnych. Moja mama jest bardzo szczęśliwa, że „Klub Miliarderów” wychodzi po polsku. W końcu będzie mogła przeczytać moją książkę w swoim ojczystym języku.

Krzysztof Baranowski




Skomentuj: