Elizabeth Hawley. Strażniczka gór Recenzja

Elizabeth Hawley. Strażniczka gór

Patronat
6.6

Okładka

„Jestem legendą” – był kiedyś taki film, skądinąd dobry, z Willem Smithem. Główny bohater przemierzał w nim postapokaliptyczny świat, będąc samemu sobie sterem i okrętem.

Biorąc pod uwagę życiorys Elizabeth Hawley i zachowując odpowiednie proporcje, była ona trochę jak właśnie ta filmowa postać. Żyła bowiem we własnym świecie, trochę wyalienowanym, próbując narzucić innym swój styl i swoje zasady. Żyła po prostu po swojemu.

29 sierpnia 2018 roku Wydawnictwo Agora wydało kolejną książkę Bernadette McDonald o tematyce górskiej. Po tegorocznej „Sztuce wolności” Wojtka Kurtyki, tym razem przyszedł czas na życiorys królowej Himalajów, czyli zmarłej na początku roku Elizabeth Ann Hawley. Amerykańska kronikarka była niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie katalogowania nepalskiego himalaizmu, a stworzona przez nią baza danych zawiera dziesiątki tysięcy danych o wyprawach w tym rejonie realizowanych od 1905 roku.

„Strażniczka gór”, bo pod taką nazwą funkcjonuje ta publikacja, jest książką nieco inną niż te, do których przyzwyczailiśmy się biorąc pod uwagę tematykę górską. Hawley nigdy bowiem nie wzięła udziału w żadnej poważnej wyprawie, co tylko potęguje jej tajemniczość, bo stać się legendą danego środowiska, poniekąd się z nim nie identyfikując jest dużą sztuką. Jak trafnie określił ją jeden z wypowiadających się wspinaczy, „była jak fosa w średniowiecznym zamku – można było do niej trafić tylko jedną drogą”. Drogą profesjonalizmu i szacunku do porządku, którego również była strażnikiem. Była człowiekiem o niezwykłej dyscyplinie, mając opracowany system postępowania na każdą okazję – nawet wycierania ciała po wyjściu z kąpieli.

Bernadette McDonald często zarzuca się, że pisze o bohaterach swoich opowieści zbyt dobrze, nie potrafiąc podejść do nich z odpowiednią dozą krytycyzmu. Tutaj przyglądała się swojemu „źródłu” z bliska, więc naturalnym jest, że nawiązała z Miss Hawley pewną nić porozumienia. Stara się jednak, aby jej portret był odpowiednio odmalowany – zarówno w kolorowych, jak i szarych odcieniach ludzkiej duszy. Co więcej, poznała Hawley u kresu jej życia, pozwalając jej stworzyć możliwie najpełniejszą publikację o autorce himalajskiej bazy danych.

Warstwa techniczna, jak to w przypadku Agory, jest poprawna. Książka wydana została w twardej oprawie, na dobrej jakości papierze. Zarówno do korekty, jak i składu nie można mieć większych zastrzeżeń. Przed premierą, gdy dysponowałem okładką wyłącznie w formie PDF, wydawało się, że miejscami jest zbyt kolorowa i grafik upchnął w niej zbyt dużo elementów. Jak się okazuje, przy fizycznej wersji książki problemu nie ma – prezentuje się ona w ręce przyzwoicie.

Książka o Elizabeth Hawley jest nieoczywista – tak, jak nieoczywista była główna bohaterka tej opowieści. Z jednej strony to ciekawa opowieść o niezwykłej kobiecie, która wywarła ogromny wpływ na historię górskiej wspinaczki. Z drugiej Bernadette McDonald była chyba pod wrażeniem swojej rozmówczyni, bo ostatecznie nie „atakowała” Hawley dociekliwymi pytaniami. Taka już też jest jej natura. Mimo to, fani tematu „Strażniczkę gór” przeczytać powinni.

Krzysztof Baranowski

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.