Barras. Tom I Recenzja

Barras. Tom I

Polski rynek literatury sportowej oferuje wiele różnych publikacji – od biografii, przez książki historyczne, na albumach kończąc – dlatego wydawcy, chcący się w nim wyróżnić muszą spróbować czegoś nowego. Taką nowością jest z pewnością seria komiksów o argentyńskich kibicach.

Jako się rzekło, Wydawnictwo Mandioca pojawiło się  w Polsce z serią wydawniczą komiksów „Barras”, której autorem jest Emilio Utrera. Ich głównymi bohaterami są fani zlokalizowanego w Buenos Aires klubu Yupanqui, którzy bardziej od wydarzeń na boisku zainteresowani są obroną honoru swojej ekipy na trybunach i poza stadionem. Brzmi znajomo? Warto również wspomnieć, że oryginalne wydanie, które pojawiło się w Argentynie kilka lat temu cieszyło się w Ameryce Południowej olbrzymim zainteresowaniem.

Na potrzeby recenzji zapoznałem się z pierwszymi trzema zeszytami, jakie wydawca dotychczas opublikował. Na pochwałę zasługuje z pewnością styl autora – rysunki przykuwają uwagę i nadają opowieści odpowiedniego charakteru. Pierwszy zeszyt pod względem fabuły jest jednak dość chaotyczny i – choć komiksy nie są dla mnie nowością – miałem problem ze zrozumieniem sensu i logiki przedstawionych wydarzeń. Dopiero w drugim zeszycie udało mi się posklejać je w jedną logiczną całość.

Rzeczywistość w Barrasach jest brutalna – przekleństwa sypią się tutaj na prawo i lewo, co kilka obrazków ktoś zostaje brutalnie spacyfikowany, a główni bohaterowie oddaliby wiele, aby wejść w posiadanie odpowiedniej broni. Broń, a właściwie jej brak,  jest motorem napędowym początku opowieści.

Każdy z zeszytów ma kilkanaście stron, dzięki czemu cena za sztukę nie jest szczególnie wygórowana. Pozwala to na bezbolesne sprawdzenie, czy Barrasom warto dać szansę i czy trafią w gusta poszczególnych czytelników. Seria wydawnicza liczyć ma sześć sztuk, a dodatkowo – w ramach konkursu organizowanego przez wydawcę – Utrera na specjalne zlecenia stworzy siódmy zeszyt – z wątkami polskimi.

Krzysztof Baranowski